Ludzie, których nienawidzę


Sobotnie popołudnia powinno się spędzać na leżaku ustawionym na balkonie. Przynajmniej tak spędzam je w mojej malowniczej pod radomskiej wiosce, która zapewnia mi ciszę i spokój. Tylko czasami ktoś mi tę sobotę spierdoli…

Najczęstszym problemem ludzi mieszkających na wsi wcale nie są krowie placki rozrzuconymi gęściej niż pryszcze na twarzy gimnazjalisty. Prawdę mówiąc, na mojej wiosce ostała się jedna krowa, tak więc jedyne placki, jakie spotykam, wychodzą z piekarnika mojej babci. Najczęstszym problemem ludzi mieszkających na wsi są, kurwa, sąsiedzi. Nie mówię tu bynajmniej o swojakach, tylko o jegomościach wielkomiejskich, którzy na tę wieś się sprowadzają. Lub takich, którzy mają sobie działeczkę, na którą przyjeżdżają. Pech chciał, że wokół siebie mam lasy, łąki, szumiący staw… no i dwóch takich parszywych drani. Ich ulubionym zajęciem jest palenie śmieci. Więzieni całe życie w niewielkich klatkach schodowych, tłamszeni przez bliskie sąsiedztwo innych mieszkańców bloku, co przeszkadzało im w uroczym spędzaniu lata na balkonowych grillach, dają upust swojej niepohamowanej żądzy bycia wikingiem (grabić, palić, gwałcić, smażyć kaszankę na wolnym ogniu). W weekendy. Psując mi, cholera, nastrój.

Tak ogółem to w czterech literach mam ochronę środowiska i redukcję emisji dwutlenków, nadtlenków, podtlenków i wszelkich innych rzeczy. Świata nie zbawię, chcę, tylko żeby obecność dwutlenków, nadtlenków, podtlenków i wszelkich innych tlenków w okolicy mojego pokoju i mojego nosa była ograniczona do koniecznego minimum. Takiego, jakie zapewnia między innymi niepalenie opon, plastikowych rur i pojemników za płotem. Mniejsza już z tym, skąd oni biorą te wszystkie odpady. Chociaż podejrzewam, że wygląda to mniej więcej tak, że całe osiedle robi zrzutkę na wachę, pakują wszystko, co wygenerował wielkomiejski tryb życia do bagażników moich sąsiadów i wesoła ekipa rusza w trasę. Arriva, arriva, przygodo.

Zasadniczo problem z moimi miejskimi tubylcami, którzy chowają się na weekend tuż za miedzą, jest jednak inny. Określenie tubylca idealnie do nich pasuje, bo Ci ludzie nie używają takiej części ciała, niezwykle pożytecznej zresztą, jak usta. W rzadkich przypadkach co prawda można usłyszeć nieśmiałe, niemrawo wypowiedziane przez nich pozdrowienie z kategorii „dobrego dnia”, ale nie można być pewnym, czy przypadkiem nie mówią do pieska, papugi, czy też innego cudaka, którego ze sobą przywieźli. No wiecie, zbyt długie przebywanie w ciasnych pomieszczeniach może budzić nieco psychopatyczne odruchy. Wiem, bo pół życia spędziłem w pokoju i czasami czuję dziwną satysfakcję, kiedy wbijam nóż w pierś. Kurczaka, no w końcu na wsi żyję.

***

– Bandyta! – zakrzyknęli w tym momencie obrońcy praw zwierząt.
– Ale za to, jaki dobry obiad robi — odpowiadam, mając w marzeniach obraz wszystkich potraw z kurczakiem w składzie, które przyrządziłem.

***

Więc tak sobie żyją, moi kochani jaskiniowcy, obok nas. Bez słowa, bez gestu nawet, bez najmniejszego znaku życia. No, chyba że… Te ogniska, ten unoszący się w powietrzu trujący i rakotwórczy, biały dym…

13

jedyne źródło tego pięknego obrazka jakie znalazłem to google, wybacz autorze 😦

A ja głupi nie odpowiadam.

W każdym razie już na poważnie, na zupełnie poważnie, niektórych ludzi po prostu nie rozumiem. Jakiś czas temu, kawałek dalej, również sprowadził się do nas człowiek z miasta (to zawsze brzmi tak mistycznie). Człowiek fajny pożyczył mi stolik, zaprosił na rybki, bo zrobił sobie na podwórku staw. Okej, nie umiem łowić ryb, ale często patrzyłem, jak się to robi. No bo, jak wszyscy łowią, a Ty nie umiesz, to bierzesz piwo i patrzysz, bo może akurat wydarzy się coś ciekawego. Zwykle nie dzieje się nic, poza komarami, ale wtedy z tego, co pamiętam inny sąsiad, już wiejski co zapewne wyjaśni całe zajście, wkurzył się na zbyt małą rybę, którą wyciągnął, więc trzasnął nią — i wędką rzecz jasna — o taflę wody. Ryba zrobiła kaput i rozłożyła się plackiem (w tym miejscu należy dodać ten placek do listy placków z początku tekstu) na powierzchni. Nie wiem, jak bardzo przerąbałem sobie tym wyznaniem u obrońców praw zwierząt, ale chyba poszukam adwokata, tak na wszelki wypadek. W całej historii moich wypadów na ryby ten niewiarygodny nokaut czterdziestoletniego człowieka na niewielkiej rybce plasuje się w czubie najciekawszych wydarzeń, więc albo powinienem zmienić ekipę, z którą chodzę na ryby, albo powinienem rzucić to w cholerę.

Wracając do tematu ludzi, których nienawidzę. Nie rozumiem, jak można żyć w odseparowaniu od społeczeństwa, zwłaszcza takiego jak nasze. Wiejskiego, małego, w którym jest się tak jakby nowym i tak jakby warto się dowiedzieć, jak wygląda życie w miejscu, do którego się sprowadza. Są ludzie tacy jak człowiek od pożyczenia stolików i tacy jak moich dwóch sąsiadów zadymiarzy. O ile jednego z nich jeszcze rozumiem, delegacje, te sprawy, no ogólnie rzecz biorąc, swój dom tutaj traktuje bardziej jako działkę wypoczynkową, to drugi wybrał izolację razem z całą rodziną, tak na co dzień. Nie, żeby coś, bo wolnoć Tomku w swoim domku, ale chyba trochę przykro mieć życie takie jak ich syn, który w czasie młodości raz pojawił się na boisku obok domu. Nie, że 15 minut od domu, tak konkretnie obok domu, że widać je przez okno.

Z drugiej strony należy go zrozumieć. Młodzi, wysportowani, wiejscy chłopcy. Przyszłość narodu, od małego przerzucająca kostki siana i biegająca po lokalnych klepiskach. Wygląd raczej Achillesa niż Obeliksa.

Mlodziez

niezawodna wikipedia (serduszko)

Jak zobaczył taką bandę, ten biedny, zasiedziały w bloku chłopak, to się zląkł strasznie. No inna cywilizacja. Poczuł się jak Cejrowski, który dopiero co do dżungli trafił i porozumiewał się z lokalsami za pomocą trzech słów: gringo, nóż, zabić.

Co robił ten młody człowiek przez całe swoje życie? Jak spędził młodość? Nie wiem, szczerze mówiąc, i nie za bardzo mnie to obchodzi. Ważne, że jeśli jeszcze raz zepsuje mi sobotę i zamiast wędzonej na grillu kiełbaski będę czuł wędzoną w płomieniach plastikową rurę, to młodzi, wysportowani, wiejscy chłopcy ruszą do walki o szczęśliwą, socjalistyczną wieś polską.

Czekajcie, czy ja właśnie udzieliłem poparcia dla socjalizmu? Cholera… no sami widzicie, że ten dym jest mocno szkodliwy.

Insekty, niech nie wchodzi mi żaden w obiektyw…

Reklamy

10 uwag do wpisu “Ludzie, których nienawidzę

  1. Każdy kij ma dwa końce. Wielkomiejscy narzekają na małomiasteczkowców, ci zaś na mieszkańców wsi. A ci, chciałoby się powiedzieć, na tych zaszytych w lesie. Ostatecznie, wszystko sprowadza się do szacunku do miejsca w którym się jest i ludzi żyjących obok nas. To podstawia dobrych, albo przynajmniej neutralnych, relacji niezależnie od miejsca.

    Polubione przez 1 osoba

  2. i ja mieszkam na takiej trochę wsi popgrowskiej, ale krów już u nas nie ma 😛 i jak chadzam sobie nieraz na spacery to mijam coraz to nowo wyrosłe domy, wokół których nic się nie dzieje… mieszkają te ludzie ileś tam lat a nawet ich człowiek nie widział… ja też z miasta jestem, z bloku, ale właśnie dlatego mnie na wieś zawiało, że w tych 4 ścianach nie siedzieć

    Polubione przez 1 osoba

    • U nas jest takie bogate osiedle niedaleko. Tam to jest życie dopiero. Mieszkańcy nie wychodzą nawet poza ogrodzony teren i spędzają czas w swoich miniogródkach za domami. Po co się sprowadzać w takie ładne okolice, skoro się z tego nie korzysta?

      Polubienie

  3. Wsi spokojna, wsi wesoła… Wychowałam się na wsi i lubię tam wracać, jednak zauważam wszelkie minusy. Ciężko zmienić przyzwyczajenia osób, które nie dostrzegają problemu w tym co robią.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s