Chlebem, szynką i solą


Wróciłem. Tu i do kraju, znaczy. I nie wiem, który powrót jest dla was wszystkich ważniejszy… Ostatni miesiąc życia spędziłem na nadgodzinach, zabieganiu i pakowaniu i rozpakowywaniu i jeżdżeniu i wszystkim, co totalnie zżera chęci do życia, a do pisania tym bardziej. Tym razem jednak siedzę na balkonie, bawię się starą maszyną do szycia marki singer, z której zrobiony jest mój stolik, a która wkurwiająco skrzypi, ale dziś mi to nie przeszkadza. No więc…

No więc chciałem napisać, że nic się nie zmienia, ale to trochę nieprawda. Wiecie, Coelho i te sprawy, wszystko jest płynącą rzeką. A tak naprawdę chodzi o to, że po prostu rzeczy się zmieniają, ale nie wszystkie i poniżej będą tego przykłady. Ogółem, jeśli mam coś wspomnieć o moim powrocie, to powiem, że się rozczarowałem. Nie to, że ludzie się z niego nie cieszyli, czy ja się nie cieszyłem. Po prostu nie było szynki w lodówce. Cholernej szynki. Po roku wżerania pieprzonych roasted hamów, które smakowały dokładnie tak samo, byłem zawiedziony, że w domu nie czekała na mnie nawet rzymska pieczeń. Fakt ten, choć z pozoru nieistotny i głupi, miał ogromny wpływ na rozwój i w ogóle powstanie tego wpisu.

Wyszedłem z domu i spotkałem starych znajomych. Ich widok też nie zadziałał pozytywnie. Bardziej mnie zasmucił, bo smutno mi, kiedy słyszę, że ludzie, z którymi się wychowałem, chcą podążyć podobną drogą do tej, z której właśnie wróciłem. Szwecja, Holandia, Anglia, gdziekolwiekbylenietu, tak się to prezentuje. Przykre, bo chociaż nie trzymam się z tymi ludźmi, to jednak świadomość tego, że nadzieja na przyszłość narodu w mojej okolicy niemal w całości wyparuje, jest przygnębiająca. Nawet jeśli ta nadzieja wiązała się głównie z utrzymaniem wysokiej popularności produktów alkoholowym w lokalnych sklepach.

Ostatnio nawet zastanawiałem się z moim serdecznym bratem (czytaj — przyjacielem, dla nowych), kto z naszych znajomych w podobnej kategorii wiekowej ma rozwojową pracę, albo chociaż nie tkwi w byle czym, byle zarobić na studia. No i wyszło nam zero. Honor tej grupy uratował dopiero jego były kumpel z klasy, bo przypadkiem odkryłem, że mieszka w Australii. Takie wyjazdy do pracy, to ja szanuję i zazdroszczę fajnej przygody.

A reszta? Cóż, reszta po staremu. Koleżanka, gdy mnie zobaczyła, zapytała zdziwiona:
– Co z Tobą? Dawno na piwo nie wychodziłeś…

W tym właśnie miejscu przechodzimy do ważnej funkcji szynki w moim tekście. Następnego dnia po Bożym Ciele udałem się rzecz jasna do sklepu, rzecz jasna celem zakupu. Wybrałem, stanąłem grzecznie w kolejce i nagle wchodzi babcia. Babcia zauważa znajomego i ze zdziwieniem pyta:
– Co z Tobą? Dawno Cię u lekarza nie wiedziałam…

Czasy się zmieniają, miejsca się zmieniają, ale ludzie się nie zmieniają.

No właśnie, nie zmieniają się. Wczoraj z kolei udałem się na peron, na który zwykle chodziło się celem spożycia, ale okazało się, że zatrzymują się tam pociągi, więc udałem się tam celem przejazdu. W ogóle — tak wtrącę – pociągi też się zmieniają. W dziesięć minut do cywilizacji, a kiedyś z mojej wioski jechało się prawie dwa razy dłużej. Dobra zmiana! W każdym razie na peronie spotkałem starsze małżeństwo, które opowiedziało mi kilka historii. Między innymi o tym, że teraz to nic już nie ma, bo nawet zakłady metalowe zamknięte. No cóż, za to starbaksy otwarte. Okej, może nie u nas, ale Bobby Burgera już mamy. Pan wspominał czasy młodości i podróże pociągami do Żagania, a uwierzcie, że chociaż jestem młody, to rozumiem doskonale, że w tamtych czasach podróż do Żagania pociągiem to było wyzwanie. Podczas jednej z takich podróży, mówiąc brzydko, podpieprzyli mu buty. Jakieś przetarte adidasy, w stylu bardziej nieekskluzywny menel niż Kylie Jenner. Buty za pięć złotych, ale podpieprzyli. Ale dobrze, że takie, a nie sofiksy, bo za tymi się ponoć stało bardzo długo w kolejkach, a i młodzież potrafiła sobie dać po mordzie, byleby jedną parę dorwać.

Za cholerę nie wiem, czym były sofiksy, a nie będę się chwalił, że sobie wyguglowałem. Cóż, ludzie się jednak naprawdę nie zmieniają. Przecież nie tak dawno w Warszawie przyszłość polskiego narodu koczowała pod obuwniczym, żeby dorwać nową parę Yeezusów od Kanye Westa. Chciałem nawet zapytać, czy sofiksy, to takie ichniejsze Yeezusy, ale przecież Pan nie wiedziałby nawet, czym są buty firmowane nazwiskiem bujającego się do bitów murzyna, na którego teledyskach można obejrzeć nagiego Donalda Trumpa. W zasadzie to przecież całkiem sprawiedliwe, że obydwoje nie mamy pojęcia, o co nam chodzi, ale próbujemy się domyślać i przekładać to na realia, do których przywykliśmy.

Co do realiów, do których przywykliśmy, ja tak bardzo przywykłem do angielskich realiów, że dzis przeszedłem na czerwonym świetle, kiedy ulica była zupełnie opustoszała. No, prawie zupełnie, bo uchował się jeden radiowóz policji, w którym chwilę później się znalazłem. Zupełnie zapomniałem, że w Polsce opiekuńcze państwo dba o to, żebyśmy bezpiecznie przechodzili przez ulicę, nawet kiedy można rozłożyć na niej leżak i poopalać się korzystając ze słońca. Mój angielski szef, kiedy odwiedzał w Polsce rodzinę swojej żony, też nadział się na milicjantów dzielnie strzegących świateł. Był tym faktem równie zdziwiony, co ja dzis, ale udało mu się wywinąć, bo jako obcokrajowiec miał prawo do pomyłki. Może ja też powinienem grzecznie udawać debila i zapytać:

– Excuse me sir, what the fuck are doing?

I don’t know. Taka już nasza rzeczywistość, do której niby przywykliśmy, ale wciąż narzekamy. I wciąż szukamy pomysłów jak ją obśmiać. A potem dostajemy mandaty, a nasze dziewczyny nie dostają kwiatów, bo stówka zasiliła budżet państwa. Lepiej mają te dzieciate, bo możliwe, że chociaż piątka wróci do nich przez pięćset plus. Bezdzietni, młodzi, świeżo upieczeni studenci stanowczo sprzeciwiają się takiej dyskryminacji. Morał z tego wszystkiego jest taki, że jakkolwiek by nie było i tak cos było nie tak. W wersji alternatywnej: czasami nawet szynka może wam dać powody do myslenia.

Aha, byłbym zapomniał. W ostatnim tekście delikatnie nabijałem się z rudych. Pan policjant też był rudy. Cholerni rdzawi mściciele.

 

A tam któryś kurwa ma najnowszych Nike’ów model, i śmiga Leonem…

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Chlebem, szynką i solą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s