Majówkowa gorączka


Kolejny dzień jest gorąco. Kolejny dzień spożywam dziwne mikstury i raczę się różnymi tabletkami. Kolejny poranek zdycham półżywy. Rok temu napisałem pijaństwo majowe, czy zanosi się na drugą część? Czy to słynna majóweczka? Nie, to choróweczka.

 

Na liście rzeczy gorszych od bycia chorym w długi weekend nie znajdziecie zbyt wielu wpisów. Robię wielkie halo? To spójrzcie za okno, wleźcie pod kołdrę i poleżcie tak dwa dni, łykając paracetamol. W zasadzie jednak choroba to dla mnie nic nowego. Pewnie już wspominałem, bo ogólnie to lubię się chwalić, że mam żelazne zdrowie i rzadko kiedy łapie mnie, chociażby katar. No cóż, tak było, dopóki nie przyjechałem na wyspy. Teraz w zasadzie zapomniałem, co to znaczy być zdrowym, bo od pół roku regularnie, co kilka tygodni, raczę się mlekiem z miodem, bądź grzańcami, żeby przegonić choróbsko. Tym razem nie wystarczyło. No i leżę uziemiony. A życie się kręci. Z drugiej strony niewiele jednak straciłem — grillować i tak nie mam z kim, a kiedy wspominam poprzednią majówkę, to oprócz klasycznej giętej z piwem, staje mi przed oczami widmo nadchodzącej matury. Nie to, żebym się jej bał, po prostu miałem już dość słuchania, jak niezmiernie ważne to wydarzenie.

Rok później jak Bonson. Zdałem maturę, bez problemu. Nie przejąłem się niczym, może oprócz matematyki, bo, jako że lubię adrenalinę, po przeliczeniu wyników tuż po egzaminie balansowałem na krawędzi magicznej trzydziestki. Dzis zalewają mnie informacje od młodszych znajomy, którzy są strasznie poddenerwowani i chcą przypomnieć sobie wszystko w tydzień. Jeśli miałbym dawać rady, poradziłbym im wyjście na popijawę, obejrzenie Pana Tadeusza i Lalki i poświęcenie cyrkli i ekierek. Poważnie ludzie, już niedługo sami przekonacie się, że od życia chcecie już tylko świętego spokoju.
matura

Zawsze chciałem być kimś lepszym. To znaczy — nie być zmuszanym do robienia tego, czego nie mam ochoty robić, tylko po to, żeby mieć za co dociągnąć do pierwszego. Oczywiście nie tyczy się to Anglii, bo mało kto przyjeżdża tutaj z myślą, o znalezieniu pracy marzeń. Skupiamy się raczej, na kasie marzeń. Problem w tym, że Anglię opuszczam za nieco ponad miesiąc. To znaczy nie problem, bo cieszę się jak cholera, że wrócę do naszej polskiej (nie) normalności, po prostu zastanawiam się, czy w Polsce możliwe jest życie, z którego człowiek będzie zadowolony. Czy faktycznie ktoś stwierdzi, że Myśli Oprocentowane, to fajny gość, którego warto mieć w swojej redakcji. Kiedy ostatnio byłem w kraju, moja nauczycielka historii z liceum stwierdziła, że gdybym uczył się nieco lepiej, nie musiałbym wyjeżdżać i mógłbym studiować dziennie. Nie umiała jednak odpowiedzieć na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie.

 

 

 

– I co ja bym później robił?

Nie wiem, czy ludziom w Anglii żyje się lepiej. Napiszę o tym w swojej książce, bo to obszerny temat. Widzicie, pomiędzy Anglią a Polską jest wielka różnica i nie chodzi mi tu wcale o poziom życia. Ludzie w Polsce są ambitni i chcą cos osiągnąć, ale nie mają na to perspektyw. Ludzie w Anglii mimo ogromnych perspektyw, nie mają ambicji. Jako ciekawostkę dodam, że mimo niezłych wyników, miałbym problemy z dostaniem się na dzienną filologię angielską na UW, za to w Anglii bez problemu zostałbym studentem anglistyki, bo wystarczająco dobrze zdałem główny przedmiot studiów. Która z tych dwóch sytuacji jest lepsza? Żadna. Obydwie doprowadzają do spędzania weekendów na imprezie i skacowanego poniedziałku, w którym trzeba zapieprzać do roboty.

Widzicie, ja chciałbym, żeby młodemu gościowi, który ma plan na życie, zna język angielski, ma zainteresowania wykraczające poza zwykłe, szare, przeżycie, zaoferowano cos więcej niż walkę o ochłapy. Nie wierzę w równość pomiędzy ludźmi, socjalizm i pięćset plus. Wierzę w ciężką pracę i dążenie do sukcesu, chociaż kariera nie jest dla mnie synonimem szczęścia, a dobre pieniądze potrzebne mi są tylko dla zapewnienia spokoju mojej przyszłej i obecnej rodzinie, a nie wymiany samochodu co pół roku. Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć, to, co słyszą ludzie w Anglii: jeśli masz trochę więcej ambicji niż przeciętniacy i zdobędziesz wyższe wykształcenie, damy Ci w zamian zajebiste życie. To motywuje i zachęca znacznie bardziej niż: chłopie, postaraj się, a potem to zobaczymy. Bo jak patrzę na kierunki studiów, dzięki którym przez kolejne kilka lat możemy uniknąć aktywności zawodowej, to w głowie zamiast marzeń rośnie mi tylko niepewność. Oczywiście humanistom jest jeszcze ciężej. Kończąc kierunek ścisły, przeważnie nabywasz jakąś wyjątkową specjalizację. Kończąc, dajmy na to, dziennikarstwo, zostajesz redaktorem. Z nazwy. Bo przecież wcale nie oznacza to, że umiesz interesująco pisać. Kończąc filologię, znasz dany język, ale ilu może być nauczycieli? Ilu tłumaczów? Ogólnie rzecz biorąc, branże humanistyczne nie rozwijają się tak szybko, jak te, związane ze studiami ścisłymi. Jest przecież o wiele bardziej prawdopodobne, że niedługo otworzą nową fabrykę, w której potrzebny będzie wykwalifikowany lider, niż nową redakcję, która wypuści swój magazyn, kolejną szkołę bądź nową stację telewizyjną. Dlatego też bardzo niesprawiedliwie, uważa się dzis humanistów, za zbędne ogniwo ewolucji, bo ciężko im znaleźć pracę związaną z wykształceniem, które zdobyli. Zresztą to nie jedyna niesprawiedliwa opinia na temat wyższego wykształcenia. Panuje u nas wielka dysproporcja albo nawet hipokryzja. Z jednej strony wiele osób zdaje sobie sprawę, że studia nic im nie dadzą, a z drugiej wciąż utrzymujemy, że studia to prestiż. Tak, jak moja historyczka, która stwierdziła, że kisząc się w akademiku, zapewniłbym sobie lepszą przyszłość, niż pracując, żeby zdobyć za granicą kapitał, który będę mógł zainwestować w kraju.

Nie przejmuję się tym, że matury nie zdałem wzorowo. Na kierunku zaocznym i tak liczy się to, że im zapłacę. Czy wobec tego, że ni mniej ni więcej, zapłacę za edukację, mam prawo narzekać, że ktoś potraktuje „opłacony” dyplom, jako kawałek papieru? Widzicie, właśnie w tym jest największy problem. Przez upowszechnienie studiów, setkę niezrozumiałych kierunków i tysiące nierozumnych studentów, dyplom jest świstkiem, oddawanym w nagrodę za wytrwanie i przejście przez parę lat wykładów. Czy ktoś doceni to, że włożę sporo pracy w to, żeby wynieść z tych studiów cos, co naprawdę mi się przyda? Czy zostanę potraktowany, jak kolejny humanista, który wybrał rozszerzony język polski w liceum, bo nie chciało mu się uczyć, zaocznie zdał lingwistykę, ale ogółem, to jego miejsce jest w McDonaldzie? Nie wiem, czy ktokolwiek doceni, że wybrałem taką drogę nie przez lenistwo, a przez to, że lubię robić to, co robię właśnie teraz. Dostarczać wam treści do czytania. Tylko, czy w dzisiejszych czasach ktoś jeszcze potrzebuje treści do czytania?

Na miesiąc przed powrotem, mając czterdziestostopniową gorączkę, zawracam sobie dupę takimi myślami. Cóż, tak to już jest, kiedy nie możesz cieszyć się długim weekendem. Niektórzy mówią, że w życiu trzeba mieć szczęście. Zwłaszcza na rynku pracy w Polsce. Ja jednak przypominam, że szczęście to cos zupełnie innego niż fart, to wypadkowa ciężkiej pracy i efektów, które dzięki niej zbierzesz. Dlatego życzę wam na maturze szczęścia, nie farta, a później obrania wymarzonej drogi i zbudowania lepszych perspektyw dla przyszłych pokoleń. Żeby już nikt nie musiał marnować majówki na chorowanie w Anglii.

Mówili mi, że świat stoi otworem, potem poznałem trochę życia i już wiem co to za otwór…

Reklamy

20 uwag do wpisu “Majówkowa gorączka

  1. Fajnie, że wracasz :). Ja wróciłam ( wraz z rodziną ) 8 miesięcy temu i jak na razie nie żałuję. Mam nadzieję, że jeszcze czas jakiś będzie mnie stać na życie w Polsce ;). I mam dokładnie takie same przemyślenia a propos niemców jak Ty a propos anglików. I w sumie było mi ich nieustannie żal :).Ja wiedziałam, że w końcu wrócimy, a oni zostaną z tym swoim pustym życiem i przekonaniem, że są najbardziej rozwiniętym społeczeństwem i krajem w EU :). Mieliśmy zostać trochę dłużej, ale obawiałam się, że dzieci popadną w demencję hehe tak ogłupiająco niski był poziom edukacji w szkołach… Po powrocie do Polski dosłownie – „ożyły”, obudziły się z tego niemieckiego letargu. Znów są bystre, rezolutne i pełne życia :). Trzymam kciuki za Twój powrót i za spełnienie pisarskich marzeń 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję bardzo! 🙂 Widocznie tak jest, im lepiej jest w danym państwie, tym bardziej maleją ambicje ich mieszkańców. To zresztą zgadza się z cyklem rozwoju, kiedys chyba o tym pisałem: złe czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, słabi ludzie tworzą złe czasy i tak się to zapętla.

      Lubię to

    • Narzekactwo rodzi frustrację, frustracja rodzi moje najlepsze blogowanie, więc chcę tego znowu! Drugi raz dzis odkryłem ciekawy łańcuch pokarmowy mojego blogowania…

      Lubię to

  2. Ja jestem prosty polonista, mnie takie rzeczy nie zajmują… Jako jedna z nielicznych znanych mi osób po gimnazjum zdecydowałam się na jedną drogę i konsekwentnie nią szłam. Nie dlatego, że taki był plan, tylko dlatego że to lubię i w tym jestem dobra. Mogłam być słabym chemikiem, postanowiłam być dobrym polonistą. Poszłam na studia, bo chcę wiedzieć te wszystkie niepraktyczne, zupełnie akademickie rzeczy, które nigdy nie przydadzą mi się w „prawdziwym” życiu. „Prawdziwe” życie nie wydaje mi się szczególnie zajmujące.
    Poza studiami nie widzę w życiu nic specjalnie fascynującego. Poza badaniem, drukowaniem i sklejaniem książek mało co wzbudza we mnie jakąś sympatię. Czy będę miała łatwiej w życiu, bo jestem polonistycznym fanatykiem? Nie wiem, nie interesuje mnie to. Przed maturą też nie myślałam, czy będę miała po tym zawód. Dla mnie studiuje się dla wiedzy, a nie dla kasy, studiuje się dla poszerzenia swoich horyzontów myślowych, dla dostępu do świetnych bibliotek i możliwości dyskusji ze świetnymi ludźmi. Gdyby mi zależało na kasie/zawodzie zostałabym spawaczem.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Bardzo przypominasz mi mnie zaraz po maturze. I masz podobne dylematy do tych, które ja wtedy miałam w głowie. Na pocieszenie (albo i nie) dodam, że studia okazały się być w mojej karierze zawodowej mało znaczącym świstkiem – papierkiem, który w CV był ważny, ale tylko na samym początku. A jak już się człowiek zakręcił w jakiejś firmie, to potem liczyło się już to, co miało się w głowie. I jakoś szło się dalej przed siebie… Życzę Ci więc powodzenia i wytrwałości. I dużo szczęścia, bo i ono się przyda.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Zdałam maturę dosyć dobrze, wybrałam się na studia techniczne i cierpiałam 3 lata ogromne bóle. Zorientowałam się, że jednak jestem humanistką. Studia rzuciłam. Nie są mi na razie potrzebne. Rozwijam się i jest coraz lepiej. Planuję wybrać te zaoczne, – na kierunku, który sprawi mi radość i satysfakcję. Oczywiście trochę się boję przyszłości, ale nie chcę jej przeżyć nieszczęśliwa z dobrze płatnym zawodem, ale bez pasji i radości.

    Również wierzę w pracę i że tylko tak można coś osiągnąć, a 500 plus to dla mnie pic na wodę. Często osoby, które go po prostu potrzebują nie dostają – bo przekroczą dochód wymagany, ale to nic, że na przykład spłacają załóżmy długi – cierpi tylko dziecko. Niestety nasłuchałam się takich historii w mojej pracy. Jest to przykre.

    Nie wiem jakoś tak się rozpisałam – trochę w temacie, a trochę może nie. Życzę zdrowia i pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Fajnie napisane. Zupełnie jakbym siebie widziała kilka lat temu. U mnie studia to też był papierek, bardziej przydatne jako mgr przed nazwiskiem niż ciężki kierunek (biologia).Życzę odnalezienia swojego miejsca na ziemi i robienia tego co kochasz 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Zbyt dużą wagę przykładamy do wzorowego zdawania egzaminów, czy to matury, czy tych na studiach.Z czasem okazuję się, że to nie było wcale aż tak ważne i niestety w Polsce to czy masz papierek, czy nie niewiele zmienia jeśli sami nie mamy ambicji żeby działać i iść do przodu.

    Polubione przez 1 osoba

  7. zastanawia mnie fakt, dlaczego ludzie oceniają innych na podstawie ukończonych studiów – bo „gdybyś się lepiej uczył -nie musiałabyś wyjeżdżać”- to jest właśnie polska mentalność- dla mnie liczy się człowiek, nie ilość ukończonych kierunków- bardzo fajnie napisany artykuł-życzę Ci samych sukcesów!

    Polubione przez 1 osoba

  8. wracasz? to super 😀 Unikaj narzekaczy i znajdz ludzi którzy marzą ale tez robia cos w tym kierunku. Ja mam MLM i bloga dzięki czemu od 4 lat nie pracuje na etacie. Mogę w domku sobie wychowywać synka i cieszyć się życiem.

    Powodzenia i zdrowia 😀

    Polubione przez 1 osoba

  9. Po ponad 10 latach od matury doszłam do tego, że powinno się studiować z pasji (i z pasją), a nie z chęci zarabiania dużych pieniędzy, bo zanim te kokosy przyjdą, już dawno rzucisz znienawidzoną profesję. Idź za głosem serca, pracuj ciężko, bądź wytrwały i konsekwentny, a osiągniesz sukces. W Polsce, za granicą- nie ważne. Znajdziesz swoje miejsce na ziemi. Trzymam kciuki i ściskam Cię serdecznie:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s