Bądź uprzejmy mieć wątpliwość


Nikt nie rodzi się idealny, ale kto nie chciałby być idealny? Szukamy sobie wzorów, kierujemy się ich radami, myślimy o tym, to cholerne dążenie do perfekcji może nam dać głód walki i determinację, ale może zadziałać w odwrotną stronę. Wszystko, co robisz, przypisuje Cię z miejsca do jakiejś kategorii, grupy, przedziału. Tymczasem najpiękniejsza przestrzeń naszego życia znajduje się w tym, co jest pomiędzy czarnym i białym.

Nie wierz jakiejś rzeczy, dlatego, że jest kolportowana
dlatego, że jest przedmiotem tradycyjnej wiary
dlatego, że takie jest zdanie większości
dlatego, że można ją znaleźć w świętych tekstach
dlatego, że odpowiada ona twoim inklinacjom
dlatego, że jest autorytetem
lub, że jest przyodziana prestiżem twego mistrza

Jakiś czas temu zapisałem się na siłownię. Mój serdeczny brat stwierdził, że stałem się kolejnym wegefitpedałem. Aż ciężko uwierzyć, że od czasu pierwszej wyprawy nie wrzuciłem jeszcze ani jednego zdjęcia na instagram z podpisem #gymismylife, ani nie udostępniłem na fejsie zdjęcia z konkursu, w którym można wygrać jakieś niezbędne suplementy i odżywki. Wyłamanie się ze schematu jest szokujące. Nagle jest gość, który idzie sobie na siłkę, bo zdał sobie sprawę, że ponad pół roku bez sportu, zasuwając w piekarni, pozbawiło go jakiejkolwiek ruchliwości. Nigdy nie byłem typem atlety, ale jakakolwiek aktywność fizyczna była ważną częścią mojego życia, dlatego wróciłem do tego w najprostszy możliwy sposób. Nie rezygnując przy tym z niczego, bo tylko wtedy zachowuje się swoją naturalność. Ok, jeśli masz problem z otyłością, to fakt, przyda Ci się dieta. Śmieszy mnie jednak podejście, według którego osoba, powiedzmy, normalnej postury, ma wpierdalać zmielone awokado na kanapkach, bo inaczej nie osiągnie zamierzonego efektu. Tylko dlatego, że powiedziała tak Lewandowska, Chodakowska, albo inny autorytet, który w życiu nie ma do roboty nic poza siedzeniem na prywatnej siłowni i nagrywaniem filmików. Tak, dla nich wszystko jest łatwe, ale 90% populacji oprócz pogoni za ideałem ma jeszcze ośmio, dziesięcio lub dwunastogodzinny tryb pracy cztery, lub pięć dni w tygodniu.

Łatwo jest wypowiadać się za ogół i dawać dobre rady. Wszyscy piszą: zwolnij, poszukaj odpoczynku, zrelaksuj się. Kiedy pracujesz przez dwanaście godzin, masz na głowie dom i tysiąc różnych spraw, nie masz, kiedy zwolnić. Nie możesz poświęcić dwóch godzin na przygotowanie ścisłego z dietą menu na cały dzień. Wszystko, co przestaje być naturalne, przestaje być dla ludzi dobre. Nie zamierzam stawać się wegefitpedałem, żeby mieć fajniejsze fotki z siłki. Zrezygnować z grillowanej kiełbaski w delikatnej marynacie? Nigdy w życiu. W ogóle mam wrażenie, że wszyscy rezygnujący z takiej kiełbaski, czy to bezglutenowe Lewandowskie, czy wegetarianie, po prostu nigdy w życiu nie mieli okazji spróbować czegoś tak doskonałego. Oprócz wojujących fitoholików najbardziej śmieszą mnie właśnie wojujący wegetarianie i weganie. Siła z jaką starają się wepchnąć w nas swoją rację. Dla fanatycznych wegetarian to nie jest po prostu rezygnacja z jedzenia mięsa. MY NIE JEMY MIĘSA, ROZUMIECIE? Walą w nas wszystkim, co mają. Manifestacje, partie zielonych, sałata. Ciężka artyleria. Ostatnio Newsweek wrzucił nawet tekst o tym, że za 30 lat wszyscy będziemy wegetarianami, czy cos takiego. Tyle że to gówno prawda, bo mamy gdzieś waszą sałatę, kiedy zagryzamy szyneczką wódeczkę.

Fakty są bowiem następujące. Człowiek chodzi sobie po tej ziemi już parę tysięcy lat. Od zawsze jadł mięso i tym biednym zwierzątkom nic nie było, bo żeby jeść mięso musieliśmy zachować balans pomiędzy polowaniem i utrzymaniem gatunku. Niehumanitarnie zabijam karpia? Zakładam, że zebry wcale nie obchodzi, czy lew rozszarpie je na strzępy, czy najpierw ogłuszy kamieniem. Także tego karpia też. Proekologicznych i prohumanitarnych zielonych najbardziej obchodzą za to płotki, na których mogą zbić fortunę, bo te płotki uwierzą w ich durne idee. Tak samo jest ze wszelkiej maści Lewandowskimi od diety i zdrowego stylu życia. Zaskakujące, że sto lat temu ludzie też byli wysportowani, zdrowi i silni. Nawet taki chłop spod Rzeszowa, z maleńkiej wsi, wyglądał jak macho. Jak to robił, nie jedząc kanapek z awokado i nie popijając ich smoothie z mango? Dało się? Cóż, pewien Anglik powiedział mi kiedyś, że skoro my Polacy robimy wódkę z ziemniaków, to potrafimy zrobić z nich wszystko. Możliwe, że nasze gosposie były lepsze od Panoramixa? Już wiem, o co zapytam babcię w Tłusty Czwartek. Przynajmniej dostanę dietetyczne pączki (cicho, nie budźcie mnie z tego snu…).

Wracając na chwilę do mojej kochanej gazety na N, znajduję tam kolejnych fanatyków. Wchodzisz na profil, klikasz komentarze pod tekstami i pod każdym znajdzie się gość, który napisze elaborat o małym, zawistnym człowieczku. Artykuł może być dosłownie o wszystkim, oni i tak wpasują w to Kaczyńskiego i wysmarują takie wypracowanie. Założę się o grube miliony, że gdyby Newsweek wrzucił tekst o zmniejszającej się populacji mrówek na ziemi, znalazłaby się grupa osób, która w takim właśnie komentarzu porówna „małego, zawistnego człowieczka” do mrówkojada. Zbytnie wczucie się w jakąś ideę zawsze wygląda tak samo i śmieszy się tak samo. Nie śmieję się chyba tylko z fanatycznych katoli. No bo wiecie, wiara, krucjaty (deus vult!), no nie wypada. I to niezręczne pytanie, kiedy poznajesz czyjąś babcię.
– A powiedz Ty mi, chodzisz do kościółka?
Świat wali Ci się na głowę, tętno 180, puls 200, whatever, wszystko +milion.
– Chodzę, chodzę — nerwowo przytakujesz.
– A jaka była Ewangelia w niedzielę?
No i polegniesz, nie ma bata. Możesz spodziewać się, że do następnej herbatki doleje wody święconej, żeby sprawdzić, czy nie jesteś opętany.

W tym wszystkim najważniejsze jest jednak śmianie się z samego siebie i ze swojego wczucia. Takiego, przez które kolejny nieudany strzał drewnianego Czecha kupionego zimą do Legii, przybliża Cię do rzutu puszką piwa w telewizor. Takiego, przez które, kiedy w końcu odpali, zacznę biegać z szalikiem po pokoju, a zamiast wściekłego cedzenia „Necid, kurwa”, będę krzyczał, że go kocham. A potem znów będę celował w telewizor. Chociaż w sumie, kumpel mówi, że ma ubezpieczenie i dadzą mu nowy, poza tym i tak chciałby wymienić… Cholera, chyba zacznę oglądać u niego mecze.

Wnioski końcowe? Każdy ma swojego świra. Problem pojawia się, kiedy chce tego świra narzucać innym, bo każdy jest idealny, będąc sobą. Nie odrzucając kiełbasek dla nagłego zauroczenia się dietą Chodakowskiej. Pozostając sobą. Moje ześwirowania sprawiają, że czuję się z nimi dobrze i nie chce nic zmieniać. Takie gonienie ideału jest chyba bezinwazyjne dla naszego otoczenia i najlepsze. A jeszcze lepiej, kiedy jest akceptowane. Ideał to nie jest fanatyczne podążanie za liderem. Ideał to nie jest zbiór cech doskonałych. Ideał to ból po ciężkiej pracy nad sobą. Ideał to każda zła cecha, którą potrafisz kontrolować. Ideał to wszystkie moje błędy, które przeczołgały mnie po ziemi dla uświadomienia mi paru istotnych spraw. Ideał to dobre rzeczy, które ewoluują i naprawiają te błędy. Ideał to słowo, które słyszę z jej ust i wiem, że mówiąc to, pamięta cały trud, który nas oszlifował i wciąż szlifuje, ale właśnie tego chce i potrzebuje. Ideał to ciągłe docieranie się i zazębianie, nie tylko dwóch osób, ale też samego siebie. Ideał to bycie szarym sobą i niewpisywanie się w ich czarno-biały świat.

Kiedy wszyscy wokół równiuteńko idą, przyjacielu, Ty bądź uprzejmy mieć wątpliwosć… 

Reklamy

8 uwag do wpisu “Bądź uprzejmy mieć wątpliwość

  1. W sumie z tym mięsem się nie do końca zgodzę, człowiek, owszem, jadł zwierzęta, ale jak na nie zapolował. A jak mu się nie udało to w sumie korzonki wcinał. I ruchu miał dużo, to inaczej wyglądał. Nie, żebym była wege czy mięsożerna, ja po prostu lubię się czepiać 😀 Z ideałami, nie wiem dlaczego, skojarzył mi się kawałek „Ideałów potęga” 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Też znam ten kawałek. Co do mięsa – prawda, ale jak sobie wyobrażam wyjazd z Warszawy w piątek po pracy, każdy z dzidami i łukami, żeby sobie upolować obiad na niedzielę, to jednak wolę się przejść do mięsnego… 😀

      Polubienie

  2. Bo we wszystkim trzeba mieć umiar. I tylko spokój może nas uratować 🙂 Inną sprawą jest to, że faktycznie zaczynamy się po prostu mniej ruszać, bo praca siedząca, bo samochód, bo tv, bo internety bo, bo bo. I tak, kilkadziesiąt lat wcześniej przeciętny chłop spod Rzeszowa wyglądał jak macho, bo jego tryb życia wymuszał na nim ruch. Tak samo jak kilkadziesiąt lat wcześniej przeciętna perfekcyjna pani domu wyglądała jak laska z żurnala bo śmigała na odkurzaczu, do mięsnego, po dzieci, do pracy, na autobus. No i nie było zupek instant, tłuszczy palmowych i przemysłowej żywności. Stety-niestety tryb życia się zmienił, stąd trzeba jakoś ten dodatkowy ruch wdrożyć. Ale z umiarem! Bo ja wyznaję zasadę „przez sport do kalectwa”.

    Polubione przez 1 osoba

    • To prawda też, dotychczas częsciej trafiałem do chirurgów, niż leżałem z gorączką w łóżku. Większosc urazów odniesiona na boisku, większosć leczyłem w trybie przyspieszonym.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s