Wódka, śnieg i wkurwienie


Wódka, śnieg, wódka, śnieg, śnieg i wódka. Po tym jakże pięknym wstępie możecie się domyślić, że jednak zawitałem do Polski na święta. Wódka była dnia drugiego, śnieg dnia przedostatniego. Czyli cykl zamknięty.

Czego Anglicy spodziewają się po Polsce zimą? O tym rozmawialiśmy już przed świętami, ale nie miałem zbytnio czasu, żeby w grudniu zasypywać was nowymi wpisami. Ani weny. Ogółem Brytyjczycy, u których jak wspomniałem w poprzednim tekście — piździ jak cholera, myślą, że w Polsce piździ jeszcze bardziej. Bo śnieg. Ale myślą, że nam jest ciepło. Bo wódka. Dzięki wódce Słowianie przetrwali tysiąclecia, uwięzieni w okowach mrozu, zasypani śniegiem i zalani wodą na wiosnę. Myślę, że mniej więcej tak to się przedstawia. Czego Anglicy spodziewają się po świętach w Polsce? Tego szczerze mówiąc, nie wiem, ale na pewno wódki. Może myślą też, że tworzymy korytarze w śniegu i niczym lisy do nory, przedostajemy się do drzwi, tudzież okien. Jedyne co wiem, to że dziwi ich fakt, jak wielką wagę przywiązujemy do tradycji świątecznej, nawet w czasach ogólnoeuropejskiego trendu na wbijanie wszystkim młotkami ateizmu i tej, pieprzonej, nowoczesności. Dość już jednak o Anglii, bo siedzę w pociągu z Newcastle i staram się myśleć, że trasa, którą przemierzam to jednak Warszawa Powiśle — Radom. Tyle że tu są same miasta, a tam są same lasy.

Skoro nie o Anglii to o Polsce. Wreszcie. Człowiek siedział siedem miesięcy na wygnaniu i jadąc do Polski, wcale nie myślał o wódce, ale nie będę też strugał Bóg wie jak stęsknionego za wszystkim człowieka. Byłem nastawiony normalnie, może nawet zbyt normalnie, bez żadnych wielkich uczuć. Z tym normalnym nastawieniem przybyłem i zobaczyłem: zimno, drogo, wszyscy wkurwieni, korki, dziury w drodze i… matko, jak ja to kocham. Całe siedem miesięcy odzwyczaiło mnie od mojej normalności. Normalne było to, że wychodziłem rano na autobus, spóźniałem się, przepychałem się przez tłum kurwiących na siebie ludzi, którzy za parę chwil zaczną narzekać na to, że jest drogo, w przerwach pomiędzy podskokami na dołach i staniem w kilometrowym korku. Coś fantastycznego. Nie to, co pola golfowe w każdej miejscowości, ładne, stare domki i ludzie żyjący wygodnie i stosunkowo tanio. Jadę z tego Newcastle, pociągiem, który w przeciwieństwie do tego na trasie Warszawa Powiśle — Radom ma wygodne, miękkie siedzenia, stolik na laptopa, jedzie szybko i nie trzęsie się co dziesięć minut, jakby miał się za moment rozlecieć w drobny mak. Siedzę tu i już odczuwam potworną nudę. Znów wyrwało mnie z rzeczywistości, czuję się, jak Harry Potter jadący właśnie do Hogwartu. Albo bardziej do Azkabanu, bo zamiast przygody życia, czekają mnie kolejne męczące miesiące zamknięcia w swojej metaforycznej celi i kilka krótkich przepustek.

W Polsce cieszą mnie nawet stare, rdzewiejące samochody na ulicach. Z każdego z nich czujesz tę swojskość. Nie mylić z gorszością. Jest wręcz przeciwnie. To my jesteśmy lepsi. Jesteśmy lepsi, bo mając to, co mamy, jakoś żyjemy. Ok, z kraju wyjechało już parę milionów ludzi, ale te 36, czy 37 milionów zostało i toczy codzienny bój ze wszystkim dookoła. Większość nie ma łatwego, wygodnego życia, ale musi o wszystko walczyć. Dlaczego zawsze będę dumny z pochodzenia i z tego, jak ukształtowała mnie ta ziemia? Dlatego, że poznałem już trochę Anglię i Anglików i wiem, że gdyby wysłać ich do nas, nie poradziliby sobie z życiem. Polak ZAWSZE da sobie radę. Możesz być największym debilem, mieć dwie lewe ręce, ale i tak jakimś cudem wyjdziesz z tej sytuacji. Będziesz kombinował, wymyślał, walczył do czasu, aż zapewnisz sobie minimum potrzebne do przetrwania. Pod szkocką granicą nie mogę narzekać, na ciężkie życie. Nie mam do tego prawa, bo nawet mając najniższą krajową, niczego Ci tu nie brakuje. Nie musisz kalkulować ani planować wszystkiego na zaś, żeby sobie poradzić. Brzmi fajnie? Zależy dla kogo. Dla mnie brzmi smutnie, bo jedenaście dni w Polsce uświadomiło mi, po co wyjechałem do Anglii i dlaczego z niej wrócę. Wrócę, chociaż czeka na mnie tylko kolejny psychicznie chory rząd, kolejki w urzędach, walka o lepsze perspektywy i tak dalej, sami przecież wiecie.

Spotkałem parę znajomych twarzy i zrobiło mi się bardzo smutno. Pochodzę z niewielkiej wsi, blisko większego, ale tak samo ponurego miasta. Wróciłem do domu i dopiero tu widać rozpacz. Na tych małych wsiach, z których ludzie niegdyś wyruszali do dużych miast, żeby trochę poprawić swój los. Teraz już nie chcą. Teraz każdy pyta tylko: jak tam jest stary, bo ja stąd spierdalam. Wszystko zaczyna walić się w fundamentach jak zwykle zresztą. Skutków i problemów nie należy szukać tam, gdzie ubranemu w spodnie z odsłoniętymi kostkami hipsterowi brakuje piątaka na piąte sojowe latte na mieście. Nie w tym, że mniejsi, Ci więksi karierowicze biadolą nad swoim losem, a na marszach kodu ubrani są w ciuchy za średnią krajową wypłatę. Nie ma żadnej dobrej zmiany i nigdy nie było. Nie ma i nie będzie żadnej demokracji. Nie ma i nie będzie żadnej różnicy w tym, kto będzie miał was (nas) w dupie. Dlatego siedząc w pociągu z Newcastle, jestem bardzo przybity. Bo chociaż ja wrócę, wielu innych pojedzie i zostanie i będziemy się widywać na święta pod tym samym sklepem, pod którym spotkałem ich w tym roku. I naprawdę nie ma czemu się dziwić, bo gorące prośby pani premier, która przyleci za państwowe pieniądze do Anglii i powie kilka ładnych słów do emigrantów, nie wystarczą, żeby ściągnąć wszystkich z powrotem. Żeby ściągnąć fundamenty, tych maluczkich, którzy nie piją sojowego latte, a dzieciństwo spędzili na graniu w piłkę obok domu, na jakimś lokalnym klepisku. Teraz zderzają się z rzeczywistością i tak jak mają zapisane w genach – walczą. Rozgrywają mecz na wyjeździe, bo w domu nie ma nic oprócz wódki, śniegu i wkurwienia.

Po prostu.

 

Reklamy

7 uwag do wpisu “Wódka, śnieg i wkurwienie

  1. Normalność opisywana takimi przymiotnikami… Patrząc z pewnej perspektywy – jest to smutne. Ale ja to tak doskonale rozumiem…! I nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie indziej.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Tak to jest, że czasami się wraca na piękną pogodę, ale najczęściej jak wracam do Polski to zawsze jest pogoda gorsza niż, tam skąd wracam. Cóż, taki mamy klimat…

    Polubione przez 1 osoba

    • Muszę przyznać, że ja też, bo o ile w grudniu i lutym spodziewałem się sniegu, to już opady w kwietniu mnie zaskoczyły. Boję się, czy nie przyciągnę ich ze sobą w czerwcu! 😀

      Polubienie

  3. Powroty wiele uświadamiają, to za czym się tęskni, to czego się nienawidzi, a jednocześnie to wszystko czego brakuje. Dystans pomaga nabrać ostrości różnym sprawom, choć nie zawsze pozwala wyciągnąć pozytywne wnioski, to jednak daje poznać to co dla nas ważne.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s