Urodziny bloga. Wywiad z samym sobą


Mój blog ma dziś urodziny, więc chciałem zrobić coś niekonwencjonalnego. Nowego. No i przede wszystkim wreszcie powiedzieć o sobie coś więcej, niż mówiłem dotychczas, a kiedy lepiej się przedstawić, jeśli nie podczas wywiadu? A że z samym sobą…

Będzie długo, bo mam dużo do powiedzenia. Będzie smutno, bo czasami trzeba trochę posmęcić. Będzie kontrowersyjnie, bo jestem niepokorny. Będzie ironicznie, bo lubię się podśmiewać ze wszystkiego dookoła. No, to jeśli już wiecie, jak będzie i to was nie zniechęciło, to zapraszam. A jeśli was zniechęciło, to wasza strata, bo ten team nie zawodzi. Nigdy i nigdzie.

***

Określasz siebie mianem niszowego artysty. Czy przeprowadzanie wywiadów z samym sobą to zajęcie dla niszowych artystów?

Oczywiście. Jeszcze jak.

To dlatego zgodziłeś się na rozmowę?

Tak. No i dlatego, że nikt inny się nie zgłosił, ale to możemy pominąć.

Jak w ogóle zdefiniować pojęcie „artysta niszowy”?

Nie wiem, można to interpretować na wiele sposób. Zacząłem tak siebie nazywać trochę ironicznie, szydząc z tego, że obecnie ludzie tworzący rzeźby z kupy (jak klikniesz, to poczytasz), czy piszący o cipie w szafie (jak klikniesz, to poczytasz) nazywają się dziś artystami. Skoro to jest artyzm, to ja do takiego artyzmu nie chcę należeć, dlatego jestem niszowy. Drugi powód, to fakt, że prawdziwym artystą był Charles Bukowski, czy Casper David Friedrich. Nie mogę się z nimi równać, więc jestem niszowy – proste. No i po trzecie – mój blog nie jest wielce popularny, mój fanpage ma około 40 like’ów, a na instagramie (prywatnym) śledzi mnie mniej więcej 350 osób. Nie mam wielkiej marki, więc jestem niszowym artystą. To też trochę wbicie szpilki w mainstreamowe blogowanie, w ludzi, których strony są popularne, a nie rozumiem dlaczego tak jest, skoro tworzą gówniane treści.

Czyli nie chciałbyś być popularny?

Tego nie powiedziałem. Jasne, że bym chciał, ale na swoich zasadach. Jeśli popularność, czy stworzenie jakieś marki ma oznaczać, że ktoś będzie mi narzucał o czym mam pisać, co promować, albo pisać sztucznie to wolę pozostać niszowy. Denerwuje mnie takie sztuczne pisarstwo, powielanie truizmów jak Coelho, czy opieranie swoich tekstów na próbie układania komuś życia. Dam przykład bo nie lubię strzelać w niebo – Pokolenie Ikea. Blog wyjątkowo popularny, a dla mnie wyjątkowo durny. Patrzysz na pierwszą stronę, a tam tytuły: Za czym tęsknią kobiety, za czym tęsknią faceci, jak poradzić sobie z rozstaniem etc. A skąd on do cholery wie za czym tęsknie? Każdy człowiek jest inny, nienawidzę uogólniania. Tak samo radzenie sobie z rozstaniem. Ja sobie poradziłem tak, że kupiłem trzy ruskie szampany i wypiłem je w dwadzieścia minut (to było już jakiś czas temu), a kto inny poradzi sobie szukając łatwych dziewczyn przez następny miesiąc. Znam też osobę w moim wieku, która ma bardziej popularnego bloga, ale jej teksty opierają się na typowo kobiecym, harlekinowym pisarstwie, w dodatku z bojaźliwymi opisami miłości (czyli opisywaniu jej jako uczucia tylko psychicznego). Mimo to ludzie to czytają, a ona była uważana za lepszą ode mnie w oczach mojej polonistki. Możecie myśleć, że jestem zazdrosny, ale nie – to nie mój problem, to problem świata, który woli łatwy i przyjemny chłam. Noszę skórę bo lubię, tak jak język nienawiści, miłość ma więcej polubień, bo ludzie są oczywiści.

Chyba lubisz wbijać szpilki i się wywyższać.

To nie tak. Czemu mam się powstrzymywać od swoich poglądów? Na jakiś temat lub o jakiejś osobie? Zasada jest taka, że mówię to co myślę, jeśli chcę kogoś skrytykować, to będę to robił. Bukowski już dawno temu mówił, że problemem pisarstwa będzie chowanie swoich myśli.

Wszyscy tak cholernie się boją obrazić lub powiedzieć coś przeciwko komuś innemu – prawdziwy pisarz jest w piekielnie trudnej sytuacji. Chodzi mi o to, że człowiek zasiada do pisania i wie, że to nie ma sensu. Zostało niewiele odwagi, niewiele ikry i niewiele szczerości – a także niewiele Mistrzostwa.
– Charles Bukowski

Kiedy chcę z czegoś zażartować, to żartuję, kiedy chcę kogoś obrazić, to obrażam, a kiedy chcę skomplementować to też to robię. Wszystko jest dozwolone, jeśli nie przekraczamy pewnych granic.

Czyli są jakieś granice? Dobrze, że o tym pamiętasz.

Są, tak jak we wszystkim innym na świecie. Dopóki się w nich mieszczę, będę mówił co myślę. To kwestia prawdziwości, jeśli komuś to nie pasuje, to trudno. Wolę być prawdziwie znienawidzonym niż sztucznie kochanym.

To ostatnie daj w taki duży cytat, jak w gazetach, że niby złote myśli. Może trafię chociaż na wikiquotes, albo założą mi stronę pisarza na lubimyczytać.

Ok, dam, ale w to ładne zdjęcie na morzu, tak jak ostatnio.

cytat

Chciałbyś zostać pisarzem?

Tak.

Też niszowym?

Jeśli chodzi o treść, to tak jak pisałem – prawdziwym. Jeśli chodzi o zasięg mojej sztuki, na pewno nie niszowym, chciałbym dotrzeć do większej grupy ludzi.

Zakładam, że tak jak każdy piszesz, żeby coś przekazać. Co chcesz opowiedzieć „większej grupie ludzi”?

Chcę przekazać to co myślę i powiedzieć, to co we mnie siedzi. To prawda, pisanie jest formą wyrzucania z siebie emocji, obojętnie, czy to są emocje dobre, czy złe, na kartkach wszystko jest tak samo wartościowe.

Myślisz, że ktoś będzie chciał wydawać niepokornego artystę?

Dżisas, proszę, niepokornymi określają się Ci od cip w szafach, o których pisałem. Czy ktoś będzie chciał wydać szczerego artystę? Nie wiem, może być z tym problem. Pierwszą książkę planuję skończyć w następnym roku, mam już cały koncept, teraz najtrudniejsza część, bo trzeba znaleźć czas i to spisać. Ale zrobię to, nawet jeśli będę musiał wyjechać gdzieś w Andy, żeby w świętym spokoju skrobać i nie przejmować się niczym innym. Jeśli wydawnictwa pokażą mi drzwi, albo nie odpowiedzą na maile, to wydrukuję to sam i będę stał ze straganem na ulicy. Albo rozniosę po empikach i będę wpychał na półkę bestsellerów.

Jesteś aż tak zdeterminowany, żeby się sprzedać?

Tak! To znaczy nie. Znowu polecę Bukowskim: jeśli coś robisz, idź na całego, w przeciwnym razie nawet nie zaczynaj. Skoro chcę być pisarzem, to nim będę, bez znaczenia, czy podoba się to wydawcom, czy nie.

Skąd taka fascynacja Bukowskim, że cytujesz go w co drugiej odpowiedzi?

Widzisz, pisałem wcześniej o dawaniu rad i układaniu życia w tekstach blogerów, czy pisarzy. To nie jest tak, że w ogóle nie powinno tego być, tylko to powinno być przemycane w formach ukrytych wskazówek. W życiu chodzi o to, żeby szukać, dlatego ja staram się szukać tego w innych tekstach i chować w swoich. Dla każdego te wskazówki są inne, każdy musi znaleźć swoją własną. Kiedy taką dostrzeże, to bardziej ją doceni. Tak samo jest z Bukowskim, ja znalazłem tam drogowskazy dla siebie i za nimi podążam.

U kogo jeszcze znalazłeś coś takiego?

Wiesz co…

Wiem.

No tak, w końcu rozmawiam z samym sobą. Zauważyłem, że najbardziej trafiają do mnie teksty ludzi, których życie i twórczość są w jakimś stopniu mocniej związane z alkoholem. Wśród pisarzy jest to Charles Bukowski, Marek Hłasko, czy Ernest Hemingway, wśród raperów Laikike1, wśród gwiazd rocka mogę wymienić każdego, bo każdy chleje, ale wymienię jedynie Guns n Roses, chociaż z nimi działa to troszkę inaczej.

Szukasz alkoholików, żeby kierować się ich wskazówkami? Brzmi jak misja samobójcza.

To nie tak, że ich szukam. Dużo czytam, dużo słucham, po prostu najbardziej utożsamiam się z tym, co mówią wymienione przeze mnie osoby. Nie chodzi o alkohol, chodzi o to, że dla mnie jest to prawdziwsze niż słowa reszty. Moim zdaniem alkohol w ich życiu jest skutkiem tej prawdziwości, a nie przyczyną.

Właśnie, alkohol i prawdziwość. Nie uważasz, że dla kogoś ty jesteś sztuczny, bo tworzysz „Myśli Oprocentowane” i taką alkoholową otoczkę wokół siebie jako dziewiętnastolatek?

Nie, bo jestem prawdziwy. Każdy ma swoje życie, a wiek to tylko liczba. Możesz być mądrzejszy mając dziewiętnaście lat od kogoś, kto ma lat sześćdziesiąt. Jeśli chodzi o picie to również każdy jest inny. Nie ma co ukrywać, że dzisiaj młodzież zaczyna pić bardzo wcześnie. Ja też zacząłem, ale nigdy nie szedłem w jakiś alkoholizm, typu muszę schlać się co weekend, żeby funkcjonować jak ja. To, że lubię wypić piwo nie czyni ze mnie beja. Raz wypiję jedno, a raz osiem, raz wypiję kieliszek whisky, raz butelkę, a raz w ogóle. Jeśli ktoś kierując się nazwą, czy czymkolwiek innym, stwierdza, że jestem młodym alkusem to bardzo mi przykro, że jest aż tak głupi. Co nie zmienia faktu, że faktycznie dopiero niedawno zacząłem się bardziej ujawniać, bo wcześniej nie chciałem być odbierany jako ktoś sztuczny właśnie z powodu wieku. Wiek często dyskryminuje nas w oczach innych, ale na szczęście się tego pozbyłem.

Lubisz pić w towarzystwie, czy wolisz samotność?

To zależy. Ostatnio moje nowe towarzystwo trochę krzywo na mnie patrzy, bo piję grzecznie piwko, kiedy oni opróżniają kolejne butelki. W ogóle ostatni raz jakąś większą ilość whisky, czy tam wódki, piłem jakoś na początku września, czyli niech będzie, że dwa miesiące temu i to dlatego, że miałem urodziny. Jeśli piję sam, to muszę mieć chęć odizolowania się od świata, albo oglądam mecz. Wtedy biorę piwo i zajmuję się tym, na co mam ochotę. Samemu.

buzzfedd

źródło: buzzfeed.com

Właśnie, może trochę więcej o tobie (o sobie). Jak byś siebie opisał, jakim jesteś człowiekiem?

Ciężkostrawnym.

To znaczy?

Pisałem już wcześniej, jestem szczery. To zaleta, dopóki nie jestem szczery dla kogoś, kto nie potrafi znieść krytyki. Może dlatego niewiele osób ze mną wytrzymuje. Poza tym nie lubię ludzi, nie traktujcie tego jako urazę, moi kochani czytelnicy. Po prostu zraziłem się do życia w społeczeństwie, bo jest skurwiałe i zakłamane. Lepiej poznasz kogoś jako jednostkę, na osobności, dlatego bardziej lubię jednostki. Na przykładzie. Tutaj piszę, że lubię czasami się napić. Oprócz pisarstwa jestem też dziennikarzem sportowym i z tym również wiążę przyszłość. Teraz mogę sobie wyobrazić sytuację, że np. jakaś redakcja mnie odrzuci, bo skojarzą, że ja piszę o tym, że lubię wypić, społeczeństwo to rozpowszechni, wykreuje taką opinię i społeczeństwu nie spodoba się dziennikarz-pijak. Mimo że wcale pijakiem nie jestem. Mimo że każdy dziennikarz, każdy człowiek, czasami popije, czasami zrobi coś głupiego. Społeczeństwo po prostu uwielbia linczować innych. Jeszcze bardziej kocha to robić, jeśli widzi w nich swoje grzechy, bo wtedy odbierają to jak spowiedź oczyszczającą. Dlatego czasami szczerość może być wadą, ale zupełnie się tym nie przyjmuję, może to pozwoli mi się obracać w towarzystwie ludzi autentycznych, a to byłoby spełnienie marzeń.

Coś jeszcze?

Jestem ciężkostrawny, bo moje zachowania są jak sinusoida. Raz lubię wyjść na miasto i szaleć całą noc, cały weekend, a raz wolę zamknąć się w pokoju, obrazić na świat, włączyć Pink Floyd i siedzieć cicho. Ja wiem, że każdy czasami tak ma, ale u mnie takie wahania są bardzo częste. Koleżanka żartowała, że kobiety mają okres raz w miesiącu, a ja zachowuję się jakbym miał okres co tydzień.

A może coś pozytywnego?

To chyba uśmiech, bo nawet jak mam gorsze dni, nie przestaję brać świata półżartem, ironizować, rzucać sucharami, albo wymyślać jakieś śmieszne historyjki i wysyłać je znajomym. Przez życie trzeba przejść śmiejąc się ze wszystkiego, bo inaczej byśmy zwariowali. Aha, no i jestem mądry.

I skromny…

Ale nigdzie nie powiedziałem, że mądrość to niepodważalnie tylko zaleta. Chyba jest trochę przeciwnie, inteligentni ludzie częściej rozmyślają o wszystkim co ich otacza, są bardziej przygnębieni, bo nie mogą po prostu puścić czegoś płazem. Nie znam pojęcia spokoju, nie mogę zostawić bez komentarza czegoś, co mnie denerwuje, lub cieszy. Często próbuję coś komuś tłumaczyć, nawet jeśli trafiam do ściany. Bycie mądrym jest bardzo męczące, ale gdyby mądrych wcale nie było, to kto tworzyłby takie blogi?

Tutaj pasuje ten kawałek.

Czego nie rozumiesz?

Wielu rzeczy, dlatego dużo pytam, dużo czytam i oglądam zdjęcia. Jak myślałem o tym, czego nie rozumiem, to jakoś odbiłem w temat literacki. No i nie rozumiem na przykład fascynacji Witoldem Gombrowiczem. Znaczy, nie wiem, czy taka fascynacja faktycznie jest, ale często trafiam na jakieś mini-kulty Gombrowicza w postaci postów, czy fanpejdżów na fejsbuczku. Dla mnie to był kretyn, no wybaczcie, ale Ferdydurke mocno aspiruje do tytułu jednej z najgorszych książek w historii literatury. Oczywiście może pozostałe książki są lepsze i zmieniłbym zdanie, gdybym lepiej poznał jego twórczość, a każdy może mieć inne zdanie. Ale wśród tych, które znam na pewno jest w czubie rankingu największego chłamu. Chyba tylko jedno może się z nią równać w tej kategorii.

Co?

Bruno Schulz. Jego Sklepy Cynamonowe i Sanatorium Pod Klepsydrą. Mój Boże, przez Ferdydurke nie przebrnąłem w całości, przez to musiałem, a to jest sto razy gorsze. Chociaż nie, wymiękłem chyba gdzieś pod koniec. Dla mnie takie książki nie różnią się niczym od tej, o której pisałem na początku, o cipce w szafie. Ten polski pisarski anarchizm to było coś strasznego. Zmuszanie ludzi do czytania tego czegoś powinno być grzechem ciężkim, nieodpuszczalnym.

Ale dlaczego tak Cię to boli? Nie lubisz – nie czytaj.

Właśnie dlatego, że trzeba to przeczytać, bo może mi się trafić na maturze. Teraz docieramy do momentu krytycznego – szkolnictwo. Nic mnie tak nie denerwuje jak szkolnictwo w Polsce. Wyobraźcie sobie, że jakimś cudem nie dam rady załatwić sobie odpowiedniej ilości narkotyków, żeby przebrnąć przez wymienione wyżej książki. Mogę przez to nie zdać matury. To jest jakiś absurd. Chodzi mi jednak konkretnie o podejście do literatury w polskich szkołach. Nie da się ukryć, że literatura jest od dawna w odwrocie. Młodzi nie chcą czytać. To właśnie wina szkoły, która wciska nam na siłę masę książek, których nie możemy znieść. Szkoła powinna przede wszystkim zachęcać do nauki, a nie uczyć. Podstawowy błąd leży więc w założeniu. Dlaczego? Bo jeśli sami czegoś nie chcemy, to za żadne skarby świata nie uda się nikomu tego przeforsować.

To odważne stwierdzenie.

Ale prawdziwe. Zwłaszcza w Polsce. Poza tym książki powinny nas zachęcać do czytania, do myślenia. To jest rozwój samego siebie. Ja nauczyłem się czytać zanim poszedłem do szkoły, bo rodzice nie zawsze mieli czas czytać mi książki „na dobranoc”, a bardzo to lubiłem. W książkach można znaleźć wiele fajnych treści, ale trzeba wiedzieć czego się chce. Szkoły np. organizują wykłady o alkoholizmie, które są zazwyczaj nudnym monologiem, a uczniowie kompletnie go olewają i cieszą się z wolnej godziny. Albo robią sobie jaja. Wiem co mówię, bo sam jeszcze niedawno byłem jednym z nich. Daję sobie uciąć rękę, że gdyby podsunięto im pod nos opowiadania Marka Hłaski, Pętlę na przykład, zamiast tych nieszczęsnych wysrywów Schulza spisanych na zjeździe po tanim koksie, wyciągnęliby z nich więcej niż z tych prelekcji. Osobnym tematem jest to, że jeśli już muszą nas przymuszać do nauki i czytania, to niech chociaż wybiorą coś ważnego dla nas, jako Polaków.

O co konkretnie chodzi?

Boli mnie to, że dajmy na to temat drugiej wojny światowej, nie jest w Polsce omawiany ze strony polskiej. Nie jestem jakimś ultranacjonalistą, ale to dziwne, że jako Polak, na profilu humanistycznym, mając osiem godzin języka polskiego w tygodniu, czytałem i uczyłem się o losie Żydów podczas wojny. Nie rozumiem tego. Z całym szacunkiem, ale co mnie obchodzą Żydzi? Mają swój naród, swój język i swoje szkoły. Ja rozumiem tragedię tej masakry, która dokonała się na ich rasie, że to miało miejsce na ziemiach polskich, ale my mamy swoje masakry. Katyń, Wołyń, w ogóle przez 3 lata na „humanie” nie pokazano mi chyba żadnego wiersza o Wołyniu, temat na czasie, gdzie przecież brutalnie, dużo brutalniej niż w obozach śmierci, mordowano praktycznie tylko Polaków. Nie powinniśmy uczyć się o zbrodniach na innych u nas, ale o takich na nas u innych, bo z punktu widzenia Polaka jest to dużo ważniejsze.

Teraz to już całkiem jedziesz po bandzie.

Jadę, ale to już koniec, pewnie nikt nie czyta. Napisałbym teraz (śmiech), ale wiesz, już samo rozmawianie z samym sobą jest dziwne, a co dopiero śmianie się do siebie… Może wreszcie sprowadzę na siebie trochę krytyki.

To aż tak przeszkadzają Ci komplementy?

A skąd. Po prostu krytyka jest bardziej rozwijająca. Owszem, to miłe, kiedy ktoś pisze, że mu się podoba, że ciekawie i że się zgadza, ale jeśli raz na jakiś czas ktoś mnie opieprzy, albo coś zaneguje, to wcale się nie pogniewam. Kiedyś przeczytałem, że konstruktywna krytyka nie istnieje, bo to udowadnianie ludziom, że ma się rację, czy coś takiego. Straszna głupota, przecież właśnie o to chodzi i właśnie dlatego jest potrzebna. Nie ma ludzi nieomylnych.

Ok, to co jeszcze Cię denerwuje?

Obecnie? Spacja mi się psuje i ciężko wchodzi. Nie mogę powiedzieć więcej, bo jeśli wymienię wszystko, nie będę miał o czym pisać. Ale wiesz co? Tak, tak wiesz, ale powiem. Mimo że nie lubię ludzi jako społeczeństwa, czasami mi ich brakuje, kiedy siedzę tutaj sam w Anglii i nie mogę nawet pogadać z tymi moimi ulubionymi jednostkami. Mimo że tak wiele rzeczy mnie denerwuje, że się tym wszystkim tak przejmuję, nie chciałbym żyć w innym świecie. W mniej zepsutym, mniej nowoczesnym, prostszym, w którym ludzie rozmawiają na ulicach, a nie Facebooku i nie robią rzeźb z gówna i tych wszystkich rzeczy, które krytykuję.

No bo co ja bym w nim, do cholery, robił?

Look what you’ve done, I’m a motherfuckin starboy.

Reklamy

25 uwag do wpisu “Urodziny bloga. Wywiad z samym sobą

  1. Bedzie krytyka- jakim cudem moje męskie alter ego ( i młodsze dużo ale co z tego) nie mam disqussa na blogu?? 😛 Wiem, bo jesteś niszowy ale nie świruj i montuj.
    Genialnie piszesz, trochę a nawet w większej części jakbym czytała własne przemyślenia.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nie wpadłem jeszcze na to, żeby napisać wywiad z samym soba, ale jak zostanę tak niszowym blogerem jak Ty, to pewnie też napiszę 🙂 A póki co podbijam zdanie Blogierki!

    Polubione przez 1 osoba

  3. Całe szczęście że ja nie jestem zbyt szczera, bo bym wygarnęła co myślę o ludziach którzy nie znają się na literaturze i myślą, że mogą krytykować Schulza i Gombrowicza 😛 Ale nie wygarnę, bo czytać każdy może i powinien, nawet jeżeli wszystkie lekcje polskiego przespał a o historii literatury wie tyle, że był „Pan Tadeusz”. Aczkolwiek nie przemawia do mnie argument, że ludzie nie czytają książek w szkole bo ktoś im to nakazuje. Rozumiem, że dzieci z podstawówki tak robią, ale w liceum? Jak takim ziomkom szef da raporty do przeczytania i opracowania to też nie przeczytają, bo nakazane? Aww, lubienie książek to strasznie frustrujące zajęcie.
    Ale super pomysł na wywiad, myślałam że to będzie raczej jakieś gadanie o ulubionych zwierzątkach domowych i najważniejszych książkach (jak to zazwyczaj na blogach), a tu całkiem poważnie i interesująco. Dobrze jest.

    Polubione przez 1 osoba

    • Dzięki! Krytykuj, smiało, może jak wygarniesz to przeczytam i polubię. Do mnie to zupełnie nie trafia. Z drugiej strony – nie wiem, czego potrzebuje książka, żeby mnie przyciągnąć. Nie wiem, co jest czynnikiem sprawiającym, że podoba mi się Hemingway, czy Bukowski, a to też dalekie odloty momentami, a wspomniana dwójka nie.

      Z tym czytaniem książek to własnie jest odwrotnie. Łatwiej przekonać kogos w podstawówce, niż w liceum, kiedy wrzucają Ci w program milion książek, zaznaczając przy tym, że na maturze obowiązkowe jest (teraz już nie pamiętam liczby dokładnie) dwanascie. Tym bardziej, że nie są to książki lekkie, tylko często pisane „starym” językiem. Mindfuck.

      Polubienie

  4. Niewierna, ale wciąż kopia charakteru, chyba zawitam tu na dłużej i się zainspiruję w końcu.

    Ze ślizgu wpadłem, to jeszcze skonfrontuję z albumami rapowymi, nam nadzieję na dobre trafy 😉

    Ave

    Polubione przez 1 osoba

    • Czesc, czesc 🙂 Zawitam również, tylko znajdę chwilę, bo ostatnio za dużo pracy. Rapowo będzie ciekawiej w wakacje, bo wracam do kraju, gdzie mam większy zbiór płyt, więc będę mógł na spokojnie słuchać i pisać. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s