Nieporozumienia


Ludzie nieustannie mnie zadziwiają. Od kilkudziesięciu lat podbijamy kosmos, jeździmy samochodami na prąd, mamy nowoczesne myśliwce — żelazne ptaki śmierci. Wydawałoby się, że nie ma dla nas żadnych barier. Przeszkód nie do przejścia i linii, których nie da się przekroczyć. Tymczasem pomimo nieustającego rozwoju, jednej bariery wciąż nie potrafimy złamać. Aż nie chce się wierzyć, że największym problemem jest dla nas z pozoru banalna… bariera językowa.

Odkąd mieszkam w Anglii, mogę nie tylko obserwować miks różnych kultur, ale także być jego częścią. Oczywiście nie mówię tu o ukochanym multikulti zza zachodniej granicy, który MUSISZ przyjąć, bo inaczej szaleniec z siekierą odrąbie Ci głowę. Tutaj, wśród małych miasteczek północnej Anglii, nikt nikomu niczego nie narzuca. Życie z daleka od wielkich metropolii pozwala na istnienie ciszy i spokoju. Pozwala na obecność pięciu, czy sześciu kościołów, które świecą pustkami, na Turka mówiącego kurwa mać z wymalowanym na twarzy uśmiechem. Chodzę do tureckiego fryzjera, do sklepu z żywnością z małych państw (Czechy, Polska itd.), który prowadzi urodzony w Ekwadorze Surinamczyk, kawałek od domu mam indyjską restaurację, a w pracy spotykam pełen wachlarz narodowości: Koreanka, Rumuni, Czesi, Słowacy i Tunezyjczyk, którego nazywamy pamiątką z wakacji, bo na Wyspy trafił wraz z angielską babcią, która stwierdziła, że pocztówki i figurki są passe, dlatego przywiezie sobie męża. Jako ciekawostkę dodam, że jedyną czarną osobą (poza sklepikarzem, o którym jest mowa kilka zdań wyżej) w moim miasteczku jest chyba… katolicki ksiądz. Każda z tych osób żyje tutaj w spokoju i dając spokój innym. Pracują, zarabiają na życie, akceptują lokalne zwyczaje i kulturę, więc sami też są akceptowani. Każda z tych osób stara się ze sobą dogadać w, bądź co bądź międzynarodowym, języku angielskim. I tu zaczynają się kłopoty…

Przed przyjazdem do Anglii słyszałem, że akcent na północy kraju jest specyficzny, zmieszany z ciężkim, szkockim, do tego dochodzi miejscowy slang, przez co trudno zrozumieć co mówią Ci wszyscy ludzie. Będąc już na miejscu, mogę potwierdzić, że to w stu procentach prawda. Bywały momenty, w których miałem w głowie niezły mindfuck i zastanawiałem się, czy język, którym oni się posługują to rzeczywiście angielski. Kiedyś, na lekcjach angielskiego zresztą, słyszałem historię o niefortunnym nieporozumieniu. Mianowicie: para mieszkała w Anglii. Facet brał udział w konkursie, w którym do wygrania było PlayStation. Pojechał do pracy, ale po drodze zgarnęła go policja, która wkrótce zawiadomiła jego partnerkę. Wyszła z tego dość ciekawa rozmowa, bo mundurowi, zgodnie z savoir vivre, oznajmili, że dzwonią z Police Station, czyli po prostu komisariatu. Dalszy ciąg historii można sobie dopowiedzieć — kobieta nie kryła swojej radości z wygranego PlayStation, a policjanci nie kryli swojego zdziwienia z jej euforii po zatrzymaniu jej faceta.

Drobna pomyłka.

55c5583981cc5c57961d22840aca3f15

komixxy.pl

Tak to właśnie wygląda w Anglii. Szalony miks kulturowy plus różnorodność samej Wielkiej Brytanii, sprawiły, że język angielski rozbity jest na tysiące małych kawałeczków i będziesz czuł wyraźną różnicę w rozmowie z mieszkańcem Oksfordu i kolegą z Carlisle. Po dwóch miesiącach na wyspach jestem zdania, że szybciej zrozumiem dwóch Niemców (nauka niemieckiego w moim wykonaniu to pasmo nieustannych porażek, przeplatanych jeszcze większymi porażkami), niż wyłapię kontekst konwersacji Anglików stojących metr ode mnie. Może trochę przesadzam, ale z maturą zdaną na sto procent (w tym fragmencie wcale się nie chwalę), powinienem śmiało kandydować na stanowisko ambasadora języka angielskiego w, dajmy na to, Laosie. Według kryteriów polskiego szkolnictwa, więc tu oczywiście należy wziąć poprawkę na to, że polskie szkolnictwo w zakresie języków obcych jest gówno warte. Tutaj chwilowa dygresja, bo ktoś naprawdę powinien się tym zająć. Chodząc do liceum, do klasy z profilem rozszerzony angielski wmawiano mi, że przez trzy lata jestem szykowany do matury z tegoż języka. Efekt tego był taki, że pomimo ośmiu godzin tygodniowo, przez trzy lata, faktyczne i praktyczne przygotowanie do matury poczyniłem w szkole prywatnej w trzy i pół godziny tygodniowo przez rok. Właśnie tyle warte jest wpajanie nam do głowy piętnastu czasów, z których na co dzień funkcjonalne są trzy, w porywach do pięciu. No ale cóż, może nieco pilniejsi uczniowie niż ja, są odmiennego zdania. Koniec dygresji. Wracając do sedna sprawy — jeśli kiedyś będzie Ci dane przyjechać do Anglii i nagle doznasz szoku, bo dekada w szkolnej ławce nie sprawiła, że porozmawiasz z Tomem o filozofii i nie opowiesz Johnny’emu o swoim dzieciństwie na polskiej wsi, don’t be afraid my son, wszystko przed Tobą. Zastosuj się po prostu do rady, którą dostałem ja — przestaw się na angielskie myślenie. Kiedy układasz sobie w głowie zdanie, nie próbuj złożyć go po polsku i przetłumaczyć, bo wyjdzie Ci z tego Google Translator — w najlepszym przypadku. Myśli Oprocentowane uczą.

Skoro Myśli mogą uczyć, to mogą też i bawić. Pocieszeniem na te wszystkie nieporozumienia niech będzie fakt, że czasami nie jesteśmy w stanie zrozumieć nawet „swoich”. Ostatnio mój słowacki szef, wypisując mi kartę do pracy, zagaił:
-Masz na imię tak samo, jak moja żona.
Na co ja, zaspany skoncentrowany już tylko na robocie do wykonania, wypaliłem:
-Szymon?
Kurtyna.

Cóż, powoli zbliża się weekend, a wraz z nim okazje do kolejnych treningów językowych. Jak bowiem powszechnie wiadomo, człowiek najlepiej zrozumie drugiego człowieka przy piwie, a jeszcze lepiej po piwie (lub paru piwach). To również sprawdzona metoda. Ostatnio przez dobrą godzinę dyskutowałem ze starszym Anglikiem o wszystkim, co się dzieje na świecie, włączając w to nawet drugą wojnę światową, bo przecież musiałem wtrącić, że polski Dywizjon 303 obronił ich kraj. A skoro nie dostałem za to w zęby, to znaczy, że angielski nacjonalizm, którym straszą nas w mediach, nie jest do końca prawdziwy i nie każdy Jerry chce nas wykopać z wilczym biletem. Po swoich doświadczeniach widzę, że jest wręcz odwrotnie, bo na razie zamiast lania, zbieram postawione trunki przez lokalnych, którzy nieustannie powtarzają, że uwielbiają imprezować z Polakami. Widzicie, wystarczy nie mieć nic wspólnego z szariatem i nie odcinać głów innowiercom, a wtedy nawet drobne multikulti jest możliwe.

Reklamy

15 uwag do wpisu “Nieporozumienia

  1. Uśmiałam się z tej historii o Playstation. W każdym razie, miałam okazję się przekonać że angielski, angielskiemu nie równy. Pytając się z koleżankami o drogę chłopak odpowiedział w nijak angielskim języku, a pytając kumpelę czy coś zrozumiała. Ona, że nie. no i był śmiech. Nie da się ukryć, że szkolny angielski a prawdziwy angielski może nas zaskoczyć.

    Polubione przez 1 osoba

  2. A jaki piękny jest angielski lub też niemiecki w wykonaniu Japończyków 😛
    Jeden język, a w ustach z inną gwarą lub akcentem może przypominać całkowicie inny 🙂 w Anglii wiele przykładów, a u nas w Polsce też nie mało 😉 ale polecam poczytać o Chinach – tam dopiero ciężko się dogadać w ich ojczystym języku, wiele skrajnych przypadków jak u nas rozmowa ślązaka z Kaszubem posługujących się tylko czystą gwarą 😉

    Polubione przez 1 osoba

  3. Lubię tutaj bywać, u Ciebie.
    co do języka w anglii się nie powiem, bo tam ne byłam, aczkolwiek to moje docelowe miejsce zamieszkania. mój angielski jest smutnie słaby, za co juz się wzięłam w końcu. Wczoraj miałam sytuację gdzie miałam okazję poznać marokańczyka, mimo słabego angielskiego i jego bardzo bardzo słabego polskiego – przegadaliśmy pół nocy ale byłam zła, kiedy nie mogłam się wypowiedzieć. Nienawidzę tej bariery językowej, tracimy przez to tyle znajomości.

    Polubione przez 1 osoba

    • Znam to uczucie, kiedy chcesz coś powiedzieć i nie wiesz jak. Co do nauki – praktyka daje najwięcej, angielskiego można nauczyć się nawet na miejscu. Jeśli nie to polecam mój sposób. Jeśli trafisz na dobrą szkołę prywatną, to podstawy potrzebne do komunikacji opanujesz bardzo szybko, potem leci już z górki. Do domowej nauki polecę wpisać sobie: tysiąc najczęściej używanych słów w Anglii.

      Polubienie

    • Równie dobrze możemy powiedzieć, że Ślązacy, czy Kaszubowie nie używają na ulicy polskiego, tego telewizyjnego. Każdy region ma swój język/slang, w Anglii jest go więcej, ale trzeba zwrócić uwagę na to, że ten kraj od początków swojego istnienia był podzielony na tysiące mniejszych królestw, landów, które na co dzień żyły swoim życiem. Stąd te drażniące różnice.

      Polubienie

  4. Zgadzam się z tym, że polski system szkolnictwa w kwestii nauczania języków obcych(choć nie tylko) kuleje. I to mocno.Po kilkunastu latach nauki angielskiego powinniśmy śmigać w stopniu zaawansowanym, a ledwo dukamy próbując się przedstawić. Mam za sobą zagraniczne stypendium, językiem wykładowym na uczelni był angielski. W ciągu czterech miesięcy nauczyłam się więcej niż przez tych kilkanaście lat w szkole. Koniec historii.
    A kwestia dialektów,slangów i innych tego typu kwiatków istnieje chyba wszędzie. My, Polacy czesto nie potrafimy zrozumieć górali, co dopiero obcokrajowcy… Takie życie. Dobrze, że pozostaje nam mowa ciała… 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Panicznie bałam się mówić po angielsku, googlowałam, szukałam porad u miejscowych Polaków. No i po 3 dniach samo przeszło. Postanowiłam sobie, że nie będę pracować w fabrykach, aplikowałam do normalnych prac usługowych i biurowych. Na interview trzeba było rozmawiać po angielsku i jak chciałam zarabiać to trzeba było się odezwać i poszło. Samo znikło. Strach przed mówieniem jest tylko w głowie. Jak już człowiek się odezwie to idzie gładko 😉

    Polubione przez 1 osoba

  6. Akcentów i wersji angielskiego jest mnóstwo i sama pamiętam swój pierwszy szok po wylądowaniu w Londynie, gdy okazało się, że mimo używam angielskiego od lat to totalnie niczego nie rozumiem. Szok minął, dziś rozumiem i nie ma problemu 🙂 Ale najbardziej smuci mnie nasz wewnętrzny wstyd przed używaniem języków obcych. Polacy mają coś takiego, że dopóki nie są pewni, że mówią poprawnie to wolę nie odezwać się w ogóle. A szkoda.

    Polubione przez 1 osoba

    • To prawda, sam tak myślałem. Skoro nie umiem, to nie trzeba się odzywać, bo narobię błędów i wstyd. Okazało się zupełnie odwrotnie – nikt nie zwraca uwagi, czy mówię dobrze, czy nie, jeśli nie wiedzą, dopytają. No i jakoś to leci. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s