Kraina piwem i tłuszczem płynąca


Na wyspy ściągnąłem ze sobą słońce z Polski. Dzięki temu mogę wylegiwać się nad morzem, więc trochę mnie tutaj nie było. W krainie piwem i tłuszczem płynącej czuję się jak ryba w wodzie. Tylko ta codzienność jest nieco nudniejsza niż w naszym kraju. Brakuje tych afer, skandali, rzucania kurwami na każdym przystanku… Znudziło mi się już to morze, więc łapcie sprawozdanie.

Pamiętam, że kiedyś całkiem sporo osób (kobiet) cytowało tekst piosenki: „powietrze pachnie, jak malinowa mamba”. Cóż, o Anglii mogę powiedzieć tyle, że powietrze pachnie tu jak fish & chips. Na głębokim oleju. O ile cytowany utwór przypadł do gustu głównie płci pięknej, to już ogromne frytki ze smażoną rybą jedzą tutaj wszyscy, bez względu na płeć, wiek, kolor skóry i upodobania seksualne. To taki wielki rytuał, który kultywuje cała wyspa. Dla nas, Polaków-emigrantów, to duża zaleta. W Anglii nie istnieje coś takiego jak „healthy food”, tutaj wszystko jest smażone, tłuste i ciężkie, a jak nie to gotowe — wystarczy wstawić do mikrofali. W takim tempie wszystkich pochłonie nadciśnienie przed ukończeniem 35. roku życia. Wtedy my, Polacy, trzymając się dzielnie domowego bigosu i schabowego, wkroczymy do akcji i jako ostatni ocaleni mieszkańcy ustanowimy Brytanię oficjalną polską kolonią. Widać, że wyciągamy wnioski z błędów. Z Madagaskarem się nie udało, więc tutaj podchodzimy sposobem, na konia trojańskiego. Husaria nie zginęła, tylko ewoluowała. Kiedyś rycerze nosili skrzydła i jeździli na koniach, dzisiaj skrzydła mają samoloty, którymi spieprzamy z kraju. Postęp.

Bałem się, że herbata będzie niedobra — jest taka sama, jak w Polsce. Bardziej martwi mnie, że piwo jest niedobre. Przez to niedobre piwo całkowicie straciłem pazur w pisaniu. Znalazłem za to kolejne idealne połączenie. Na świecie są rzeczy, które współistniejąc ze sobą, tworzą coś perfekcyjnego. Tak jest z piwem i pisaniem, tak jest z piwem i lodówką. Tak jest też z czytaniem Hemingwaya nad morzem.Wracając jeszcze do niedobrego piwa, już mnie nie dziwi, że Anglicy muszą mieć wszystko inaczej. Skoro piją coś takiego, to mogło im się poprzestawiać w głowie i teraz zamiast kilometrów mają mile, w puszki leją 400 ml, kierownicę przesunęli na drugą stronę samochodu.

Miałem długą przerwę i chyba wypadłem z formy. Mam jednak szczęście — kupiłem polskie piwa w polskim sklepie (tak, biedronka dotarła na wyspy, o dziwo jest w niej więcej polskich produktów niż w naszym kraju) i wena zdaje się, wróciła. Jednak tutaj jest wiele rzeczy „weno twórczych”. Góry, miasto, morze, góry. Zamknąłem Bieszczady, Kazimierz Dolny, Bałtyk i Tatry w jednym miejscu. Odnotować należy to, że wszystkie miasteczka wyglądają tak samo (i naprawdę są podobne do Kazimierza Dolnego). Widocznie architekci nie mieli zbyt wielkiej wyobraźni, ale ma to też swój urok. Tak samo, jak niskie murki i wielkie, poodgradzane od siebie łąki, na których wesoło hasają owieczki. Jak tak na nie patrzę, to robi mi się szkoda, że kebaby zawsze jadłem z baraniną. Mea culpa…

Jeśli chodzi o ludzi, podoba mi się tutejsza kultura weekendowa. Mieszkam w niewielkim miasteczku, a wychodząc o 23 w sobotę wszystkie bary i puby są pełne i głośne, co jakiś czas po ulicy przetacza się pijana parka, na rogu pion próbuje trzymać szesnastolatka. Nie, żeby było to nadzwyczajnie piękne, wręcz przeciwnie, ale to po prostu naturalne. Cały tydzień pracujesz, w weekendy wychodzisz się rozerwać, normalna sprawa.

Sprawozdanie uważam za udane. Przynajmniej odhaczone. Kiedy już opanuję język na tyle, by wyłapywać słowa w akcencie północnym, poobijam się trochę po barach i wyciągnę jakieś historie. Tego brakuje tutaj najbardziej — nikt nie powie Ci, co szalonego zrobił on, jego kolega, koleżanka kolegi itd. Jeśli nawet powie to nie zrozumiesz. Na razie. A tutaj, jak to w portowych miastach bywa, historii może być całkiem sporo. Chociażby taki dziadziuś, który prowadzi coś w rodzaju pensjonatu niedaleko mojego domu. Siedzi sobie przed domem, na krześle i patrzy na morze. Brzmi jak idealny plan na starość. Wygląda na to, że nie tylko na Florydzie jesień życia może być pięknym doświadczeniem, a nie jednym wielkim posiedzeniem w poczekalni przychodni lekarskiej.

Bawcie się. Do następnego.

Po brytyjsku.

Reklamy

36 uwag do wpisu “Kraina piwem i tłuszczem płynąca

  1. Ja nie mieszkałam nigdy w Anglii, spędziłam tam kiedyś trzy tygodnie, ale na łażeniu po Londynie więc to się nie liczy. Nie miałam kasy na stołowanie się po lokalach więc jakoś nie wyrobiłam sobie zdania na temat ich jedzenia. Ale piwo mi smakowało. Powietrze było lepsze niż w Krakowie, jakoś nawet smog przyjemniejszy. Cóż… zawsze zajdzie się ktoś komu nic nie pasuje.

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja z kolei nie wiem, jaki smog panuje w Krakowie, a u siebie takiego nie mam. Klimat jest kapryśny, na krótką metę można go polubić (zwłaszcza w cieplejszych miesiącach), ale skoro sami Anglicy marudzą na pogodę, to coś w tym musi być.

      Polubienie

  2. Fajnie się czytało. Codziennie ryba i frytki, chyba by mi się znudziło. Sielskie widoczki? Jak dla mnie super, byleby można było podjechać do większego miasta, na wypadek gdyby się znudziły. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s