Ludzie kontra ludzie


Najgorsze jest pisanie wstępów. Czasami ma się pomysł i wychodzi coś interesującego, co zachęca do dalszej lektury. Czasami pomysłu się nie ma, ale moment olśnienia sprawia, że wychodzi coś interesującego, co zachęca do dalszej lektury. Dzisiaj nie mam pomysłu, nie mam też nadziei na moment olśnienia. Jeśli nadejdzie, to prawdopodobnie nigdy nie dowiecie się, co było tu, w miejscu wstępu, który właśnie czytacie. Jeśli nie nadejdzie to przeczytacie to, co właśnie skleciłem na kolanie i, mam nadzieję, zostaniecie tu, żeby przekonać się, że na następne kilka (naście) linijek tekstu miałem pomysł.

Znów obejrzałem film, który pchnął mnie w objęcia Worda, monitora i klawiatury. Bardzo rzadko oglądam filmy, a kiedy już to robię, przeważnie wywierają na mnie duże wrażenie. Zdecydowanie bardziej wolę seriale, ale po wchłonięciu całego nowego sezonu House of Cards ponownie jestem zmuszony czekać, aż ktoś łaskawie się mną zainteresuje i wypuści nowy odcinek serii, którą oglądam. Mimo że jest ich sporo, wszystkie stanęły w miejscu. Smutno. Ale jest czas na inne rzeczy. Na przykład gazety — człowiek docenia, że może przeczytać coś, co da się chwycić w dłoń, kiedy nie ma dostępu do komputera. Mój znów się popsuł. Znaczy nie – popsuty to on był, z naprawy wrócił, ale czeka go kolejna, więc zanim dorwę się do mojego ulubionego narzędzia pracy minie jeszcze trochę czasu, czym jestem głęboko rozczarowany, bo jakoś na tym malutkim Samsungu pisało mi się lepiej niż na czymkolwiek innym. Aha, to nie jest ten sam, który znalazł się na zdjęciu w poprzednim wpisie, tamten był pożyczony, oddałem, teraz piszę na pececie, który z kolei irytuje mnie swoim pomrukiem starości, który przy dłuższych posiedzeniach może przyprawić o naprawdę spory ból głowy. Nawet nowa płyta, którą wrzuciłem sobie do stacji dysków w celu zagłuszenia tego cholernego bzzzyczenia nie pomaga i coraz bardziej się denerwuję.

To może być jednak pewien atut, bo tekst ma być ogółem o nerwach i nienawiści (czyli znowu o tym samym). Film – Crash, naprawdę mocno polecam, skłania do głębokich refleksji nad tym, co nas otacza i pozwala nieco lepiej zrozumieć świat. Tak zwane kino ambitne, a więc coś więcej niż seria pocisków z M16 i efektowny wybuch najnowszego Porsche. W ogóle nie został zrealizowany z wielkim rozmachem. Plan stanowi kilka miejsc, które przewijają się w kółko, tworząc spójną całość. Nie jest to, co prawda taki wyjątek jak Dwunastu Gniewnych Ludzi, gdzie akcja toczy się w zasadzie w jednym pomieszczeniu, ale warto doceniać kogoś, kto potrafi stworzyć dzieło na miarę trzech Oscarów z budżetem 6,5 miliona dolarów. Tak na marginesie, bardzo podobny film: akcja rozgrywa się w kilku pomieszczeniach, mały budżet (10 milionów), skłaniający do zastanowienia się i ogólnie do poruszenia szarych komórek podczas oglądania — Diabeł z 2010 roku. Pamiętam, że również wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Wracając jednak do Crash. Trafiłem na niego słuchając muzyki. Crash to jest dobry film, bo mówi prawdę. Skoro tak twierdzi jeden z moich ulubionych tekściarzy, to musiałem to sprawdzić. Sprawdziłem. Faktycznie, sama prawda. Bardzo bolesna, kiedy spojrzy się na to w taki sposób, zza ekranu, oraz bardzo poruszająca. Nawet moje przesiąknięte złością na świat i zalane tanim piwem serduszko dawało sygnały, że nie jest jeszcze całkowicie zamrożonym i nieczułym narządem marudnego człowieka.

wiosenne-przesilenie.

Zespół Myślenia Ironicznego – polecam i pozdrawiam.

Film traktuje o nienawiści, ogólnie ujmując. O stereotypach, ignorancji, nietolerancji. Nigdy nie uważałem siebie za osobę nietolerancyjną. Duża część osób, która mnie zna, może wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem, ale taka jest prawda. Tak, wielokrotnie rzucałem epitety na najróżniejsze dziwactwa, ale, no właśnie, jak w ogóle zdefiniować tolerancję? Moim zdaniem tolerancja to akceptowanie rzeczy NORMALNYCH. To znaczy takich, które nie wciskają się do naszego świata na siłę, nie są narzucane nam, masom, jak głupim bydlętom, przez tych, którzy chcą nami sterować i zmienić ten świat na siłę, dla realizacji swoich celów. Obrazowo: nie przeszkadza mi, jeśli ktoś jest innej orientacji. Może być gejem, lesbijką — nie obchodzi mnie to. Zaczyna mnie to obchodzić, kiedy wyłazi na ulicę z jajami na wierzchu i macha penisem przed kamerą telewizji. Obchodzi mnie, kiedy telewizje, gazety, portale „postępowe” i „nowoczesne” takie rzeczy i takie osoby promują, podciągając to pod tolerancję. Wtedy sypią się epitety i to zasłużone, bo ktoś burzy właściwy świat a ja nie zamierzam wyrażać zgody na to, żeby dzieci moich dzieci uczyły się, że w porządku jest stosować żartobliwe powiedzenie „raz dziewczynka, raz chłopaczek” w praktyce, jako coś normalnego. Nie tyczy się to transwestytów takich jak przytaczani w poprzednim tekście bracia/siostry Wachowscy/skie, bo to już totalne przekroczenie norm, którego nie można w żaden sposób usprawiedliwić. Zauważcie w ogóle, skąd wziął się problem tak zwanej homofobii. Odnoszę wrażenie, że dopóki ktoś nie zaczął nagłaśniać sprawy gejów i lesbijek, Ci ludzie żyli sobie całkiem spokojnie. Ba, może nawet nadal żyją, jeśli nie mieszają się w parady równości. Kiedy po miastach zaczęły krążyć grupki z tęczowymi flagami a wszelkiego rodzaju fundacje w ramach „dobrych zamiarów” zajęły się obroną homoseksualistów problem bycia „anty” narastał i wciąż będzie rósł, bo to dobry temat na narodowe kłótnie. Żeby obyło się bez osądów o stronniczość, w taki sam sposób traktuję przesadny patriotyzm, to jest — nacjonalizm. Sama idea patriotyzmu to coś pięknego, jednak jak pokazuje ten obraz, nawet najpiękniejszą rzecz można spieprzyć, kiedy chce się ją na siłę upiększyć i zmodernizować „po swojemu”.

obraz

źródło Super Ekspres

Widzicie – problem moim zdaniem pojawia się tam, gdzie coś dzieje się za bardzo. Nie mam nic do Żydów, dopóki nie wytaczają kolejnych bezsensownych roszczeń majątkowych względem nas, dopóki nie obarczają nas winą za krzywdę, jaką doznali z rąk kogoś innego. Nie mam pretensji do Ukraińców, dopóki nie stawiają pomników Banderze, który był zwykłym mordercą. Po prostu nie pozwalam się obrażać, to chyba normalne w „staroświeckim, zamkniętym na postęp świecie”? Wszelkie przekraczanie granic normalności jest źródłem ogromnego niebezpieczeństwa. Weźmy przykład „na gorąco” z naszego kraju. Uparcie walczy się z Islamem, Pani Miriam Shaded poszła nawet o krok dalej i na podstawie tego, co muzułmanie wyprawiają w Europie, chce zdelegalizować Islam w Polsce. To kompletnie niepotrzebne, bowiem odpowiadamy fanatyzmem na fanatyzm. Nie twierdzę oczywiście, że nie ma w tym ani grama słusznego zamysłu, bo faktycznie Koran ma w sobie niepotrzebne, przesadne treści, ale Pani Miriam zapomniała, chyba że w naszym kraju żyją tacy ludzie jak Tatarzy, bardzo zasłużeni dla naszej historii… muzułmanie, a jakże. Żyją, pomagają, nikomu nie wadzą, z nikim się nie kłócą. Czemu karać ich za kogoś z kim nie mają nic wspólnego, kogoś, kogo zresztą krytykują? Zaostrzając konflikt, nie doprowadzi się do rozwiązania go. Chyba że w bardzo radykalny sposób, na którym wiele osób postronnych i niewinnych mocno ucierpi – a to niczym domino zaprowadzi nas do nowej wojenki. Błędne koło.

Idąc dalej, problemem jest nie tylko to, że coś dzieje się „za bardzo”, ale, że ludzie nie potrafią tego odpowiednio klasyfikować. Niewiele osób w skali świata ma podobne podejście do spraw wspomnianych przeze mnie wyżej, na przykład. Kto potrafi postawić kreskę, oddzielić to, co normalne i nie wrzucać wszystkiego i wszystkich do jednego worka? Właśnie o tym jest film Crash. Jego dość komiczne (w pewnym sensie) zakończenie, dokładnie ostatnia scena, pokazuje, że całe mnóstwo osób wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. Wszechobecna nienawiść. Walka ludzie kontra ludzie, w której każdy jest ofiarą i każdy jest sprawcą. Bez żadnych podstaw. Ot, tak, z założenia, z przeświadczenia, że świat to zero-jedynkowy kod binarny. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w gruncie rzeczy wszyscy tak myślimy. Niektórzy częściej, niektórzy rzadziej, ale stawiam dobre, drogie piwo, że każdy po obejrzeniu tego filmu sięgnie pamięcią do podobnych sytuacji z przeszłości, z samym sobą w roli głównej. Ja miałem tak samo i trochę mi głupio — tam w sumieniu, czy jakkolwiek to się nazywa. O ile nie zamierzam zmieniać podejścia i nastawienia do rzeczy nienormalnych i bycia against modern world, przeciwko wszystkiemu, co systemowe, przeciwko pseudonowoczesności i tak dalej… to bardziej zastanowię się, czy i kiedy przekraczam granicę, stając się nietolerancyjny dla normalności.

Tak w ogóle to dzisiaj podobno obchodzimy międzynarodowy dzień szczęścia. Nie wiem kto pomyślał, że we wschodniej Europie ktoś może być szczęśliwy w marcu (w tym roku w dodatku w niedzielę, gdzie przecież każdy myśli już o poniedziałku), ale szanując inicjatywę czuję się winny, że karmię was smutkiem w to, jakże ważne i potrzebne święto. Bez ironii, wszyscy potrzebujemy uśmiechu. To jedyny darmowy sposób, żeby trochę polepszyć ten świat i zasiać na nim odrobinę dobra. Cieszcie się ludzie i bądźcie szczęśliwi, w marcu, czerwcu, a nawet w listopadzie. Spójrzcie jeszcze raz na obrazki w moim tekście. Pośmiejcie się z pierwszego, przy drugim możecie stwierdzić, że zawsze może być gorzej. I obejrzyjcie Crash – to jest dobry film, bo mówi prawdę. Tymczasem trochę muzyki. Do następnego.

PS. Wiem, że mogło wyjść nieco chaotycznie w niektórych miejscach, ale jest to pierwszy od dawna tekst, który dosłownie wypłynął mi prosto z głowy i spisałem go od razu, bez odkładania w czasie, bez większych przerw w trakcie pisania. Także nie będę zmieniał. Poza tym lubię chaos. Wynika z niego coś lepszego niż z porządku. A przynajmniej ciekawszego. No i jest lepiej zorganizowany. Jak widać.

PS2. Wstępu też nie będę zmieniał. Widocznie miał być taki, jaki przeczytaliście.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Ludzie kontra ludzie

  1. O filmie nigdy nawet nie słyszałam. Ostatnio mam „fazę” na luźniejsze filmy, bo choć lubię jesień, to mimo wszystko trochę dołuje mnie brak słońca.
    W każdym razie film ląduje na liście „do obejrzenia” (biorąc pod uwagę ilość filmów do obejrzenia i książek do przeczytania czas na Crash może nigdy nie nadejść).

    Jeśli chodzi o tolerancję, to mam podobne podejście – jeśli nie przekracza coś pewnych granic (głównie przyzwoitości) i nie ogranicza mnie, to jestem w stanie to zaakceptować. Są jednak podejścia, albo ludzie, których ciężko tolerować. Im głośniej ktoś prosi o tolerancję, tym trudniej dać mu to, o co prosi.

    Polubione przez 1 osoba

  2. No nie 🙂 , kurcze jakie szczęście wielkie że tu trafiłam , wpisując się pod Twoim wpisem. 🙂 He. Jest nadzieja w tych internetach. Też lubię chaos. Ale ostatnio uparcie próbuję go okiełznać i w myślach i wokół . Dopiero czytając Twój post zaczynam się zastanawiać po jakie licho. 🙂 Crash oglądałam dawno temu będąc umysłową gówniarą 😉 , wywarł na mnie wtedy duże wrażenie. Dzięki za przypomnienie, chętnie sobie go odświeżę .

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s