Współczesny Matrix


Każdy z nas zna chyba film Matrix. No przynajmniej kojarzy. Mocno surrealistyczny film, jeden z klasyków kina science-fiction, został przeanalizowany na tysiąc różnych sposób i rozłożony na czynniki pierwsze. Nic dziwnego, w końcu zawiera mnóstwo motywów, nawiązań i odnośników do spraw rzeczywistych. Czasami jednak mam wrażenie, że naprawdę żyjemy w matriksie. Może nie tak doskonałym i strasznym jak ten z filmów braci Wachowskich, ale równie niebezpiecznym i zgubnym dla całej naszej cywilizacji.

Zbierałem się do kolejnej notki przez czas dłuższy niż zwykle. Krążyła mi gdzieś po głowie, ale nadmiar obowiązków — tych faktycznych i tych wymyślonych tylko na potrzeby efektownego opisania nieefektywnego spędzania czasu, nieco odłożył tekst w czasie, przy okazji wyrzucając mi z głowy wiele trafnych spostrzeżeń, błyskotliwych żartów i świetnych porównań. I wcale nie piszę tego, żeby efektownie opisać moje nieefektywne myślenie. No bo przecież wierzycie mi na słowo, że miałem w rękawie talię asów, ale gdzieś się pogubiły… prawda? Okej, zatrzymajmy tę karuzelę śmiechu. W końcu się zebrałem. Jak zwykle wtedy, kiedy na dworze słychać tylko irytujące rozmowy psów, a jedyną rzeczą oświetlającą moją marudną gębę jest ekran komputera. Do mojego stałego ekwipunku dołączyły dziś orzeszki, których połowę zdążyłem już opędzlować. Skoro już najedzony i wypity, to nic nie stoi na przeszkodzie. Let’s get this party started.

stanowiskopracy

Naiwnie licząc na przelew od Samsunga, Kasztelana i hodowców fistaszków za wspaniały product placement.

Świat dwudziestego pierwszego wieku jest dziwny. Wkraczając w nowe milenium w naszych domach wciąż królowały Pegasusy, które jednak powoli odchodziły do lamusa. W ich miejsce nadeszła rewolucja — pecety. Zaledwie piętnaście lat później na emeryturę wysyłane są powoli stacjonarne komputery (pecety). W takim tempie za ćwierć wieku na śmietnik historii wyrzucimy ludzkość, a raczej zrobią to za nas roboty. Mniej więcej tak jak w filmie, do którego nawiązałem na początku tekstu. Nie zamierzam jednak odpływać w fantazje o lataniu samochodami po powietrznych autostradach. Skupmy się na rzeczach bardziej przyziemnych. Mając na myśli „Matrix naszych czasów” chodzi mi konkretnie o świat, w którym powoli naturalne ludzkie reakcje, zachowania i wartości zostają spychane w cień, traktowane jako odstępstwo od normalności — co jest oczywiście zamianą ról, przestawieniem nieba i piekła. Tak zręcznie, że nikt tego nie zauważył, bądź nie chce zauważyć, mniej więcej jak w Matriksie. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że twórcy jednego z najważniejszych dzieł światowej kinematografii, wspomniani bracia Wachowscy, nie są już braćmi. Jak to możliwe? Panowie zażyczyli sobie mieć swoje własne, prywatne cycki. Równouprawnienie kurna jego mać, dlaczego cycek ma być atrybutem tylko dla kobiety?! Jak wiadomo jest to marzenie każdego faceta, ale raczej z serii tych zabawnych żartów niż prawdziwych życzeń. O tym, dlaczego lepiej nie ziszczać takich fantazji niech poświadczą dowody zdjęciowe, jawnie i publicznie dostępne po wklepaniu odpowiedniego hasła w Google. Jako że dbam o zdrowie swoich czytelników, nie będę skazywał was na oglądania tego pod przymusem, aż tak wredny nie jestem.

Matriks ma jednak wiele znaczeń. Spójrzmy na to z punktu widzenia naszego kraju, w którym ostatnio z szafy wypadły trupy – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Otóż okazuje się, że przez dwadzieścia sześć lat wolności żyliśmy w Matriksie. Fundament, na którym zbudowano nasze poczucie wyrwania się z kaftanów niewoli, przemocy i wyzysku, okazał się w rzeczywistości spróchniałymi krokwiami, które resztkami sił trzymano, by domek z kart nie runął i odsłonił prawdy w najmniej właściwym momencie. Niektórzy co prawda wykryli tę wadliwą konstrukcję już jakiś czas temu, ale przez większość zostali uznani za heretyków. Dziś ta większość dostała ogromną porcję lazanii z tłustym mięsem na swoje talerze. Dowody tak potężne, że sam oskarżony kompletnie zaplątał się w linii obrony, którą i tak w przeszłości często zmieniał. Mimo to część osób je odrzuciła. Przez strach, przez zwątpienie, przez głupotę. Tak długo tkwili w matriksie, że nie mogli uwierzyć, że istnieje inny świat — prawdziwy, w którym nie są oszukiwani. Zupełnie jak Neo, kiedy Morfeusz po raz pierwszy pokazał mu alternatywną wersję wydarzeń i rzeczywistości. To wręcz niebywałe, że film, który co prawda ma wiele interpretacji (lepszych i gorszych, mądrzejszych i głupszych, sensownych i wyczytanych z magicznej kuli na mocnych dragach) faktycznie może mieć coś wspólnego z naszym życiem. Czasami stojąc z boku i patrząc na ludzi w najzwyklejszych codziennych czynnościach, słuchając ich i dyskutując o poglądach, mam wrażenie, że znalazłem się w środku świetnej powieści George’a Orwella „Rok 1984” – może bardziej w wersji light. Ale dobrze, koniec politykowania, bo jeszcze wam i mi to zaszKODzi.

Czas na przykłady z życia potwierdzające jak obrócono nasz świat do góry nogami. Jestem człowiekiem względnie szczerym. Względnie, ponieważ nie można być w stu procentach szczerym. Rozróżniam kłamstwa perfidne i nieprawdę w tak zwanej słusznej sprawie, chociaż ludzie zwykli na własną rękę uznawać, kiedy sprawa jest słuszna, a kiedy perfidna. Szczerość odznacza się nie tylko mówieniem tego, co się myśli o innych, o tym, co nas otacza, ale przede wszystkim – o sobie. Dlatego, kiedy ktoś mówi o mnie prawdę, nie zaprzeczam. Zresztą uważam, że to bardzo głupi (babski) zwyczaj. Typowa scenka:
– Jesteś piękna.
– Nie, nie jestem.
– Naprawdę jesteś, spójrz tylko na siebie.
– Widzę, gruba i brzydka, nie kłam.
– No dobrze. W takim razie jesteś gruba i brzydka.
– Jak możesz!

W gruncie rzeczy każdy słyszy tylko to, co zdolny jest pojąć.
Johann Wolfgang Goethe

Totalna głupota. Dlatego, kiedy ktoś mówi: fajnie piszesz, masz talent, odpowiadam: tak, wiem. Czasami występuje konsternacja. Czasami rozmówca ucieszy się, że nie próbuję na siłę uzyskać od niego kolejnych komplementów, zaprzeczając temu, co mówi. Czasami też uznają mnie za egoistycznego prostaka z przerośniętym ego. I właśnie to mnie najbardziej dziwi. To, że ktoś doceniający swoją wartość jest w dzisiejszym świecie uważany za coś gorszącego. Nasze otoczenie wmawia nam, że powinniśmy wstydzić się swoich talentów, swoich atutów i przykrywać je warstwą sztuczności. Część ludzi faktycznie zaczyna wierzyć, że nie mają żadnych talentów, a każdy dookoła kłamie, żeby poczuli się lepiej. Część wie, że talenty ma, ale woli się do nich nie przyznawać, żeby nie wyjść na buraka. Dostosowali się do Matriksa. Uwierzyli, że normalność jest grzechem. Uwierzyli, że wolność to niewola.

Przeklęta nagonka, propaganda równości, zabrania mi czuć się lepszym od innych, w czymś, w czym faktycznie jestem lepszy. Jednocześnie zabrania mi też doceniać lepszych ode mnie, w tym, w czym oni są lepsi. Bo po co, skoro oni tak nie twierdzą? To samoograniczanie się. Nie cierpię, kiedy ogranicza mnie osoba trzecia, a miałbym ograniczać się samemu? Zapewne nigdy nie naprawię samochodu z kluczem w ręku i smarem na twarzy. Nigdy też nie zabrzdękam na gitarze jakiejś romantycznej rockowej ballady, nie złowię metrowego szczupaka ani nie zbuduję pięknego wieżowca. Natomiast będę z całą słusznością mówił, że wiem co nieco o futbolu, polityce, gospodarce, czy muzyce i ponadto, że wiem, potrafię o tym całkiem nieźle napisać. Robię coś, interesuję się czymś, więc mam prawo uważać się za lepszego w tej dziedzinie i się tym chwalić, bądź to pokazywać (o ile faktycznie jest się czym chwalić), natomiast na tematy, o których nie mam zielonego pojęcia, milczę. Tak właśnie powinno to wyglądać w świecie normalnym, bez zbędnych uprzejmości, fałszu i wymuszonej skromności. Taki powinien być świat, w którym ludzie nie są potulnymi barankami, nieświadomie sterowanymi przez Matrix narzucający im dosłownie każdą literę wypływającą z ich ust, każdą myśl kłębiącą się w głowie i każdy odcisk buta na chodniku codzienności.

O ile nie mam wątpliwości, że każdy słyszał kiedykolwiek cokolwiek o filmie Matrix, to już nie mam takiej pewności, jeśli chodzi o Zlatana Ibrahimovica. Dla niewtajemniczonych — ten jegomość, jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie, oraz kimś, kto cholernie mi imponuje, i oto chciałem zahaczyć. Imponuje mi bynajmniej nie z powodu samych umiejętności, a w kwestii podejścia do samego siebie, który opisał w autobiografii „Ja, Ibra” (swoją drogą gorąco polecam, to opowieść daleko wykraczająca poza futbol). Szwed pisze w niej, że nigdy nie rozumiał swoich kolegów po fachu, którzy są sztucznie skromni i nie chciał być taki sam, dlatego otwarcie mówi, że jest najlepszy. Co prawda jest granica pomiędzy byciem pewnym siebie i ocenianiem siebie zgodnie z prawdą a byciem zarozumiałym i chociaż Ibra czasami przekroczy tę cienką linię, wciąż uważam go za jednego z guru. Lubię ludzi niepokornych. Utożsamiam się z nimi, ponieważ tak jak oni nie toleruję świata, który narzuca mi swoje zasady. Zasady ustalone przez pewną grupę ludzi, która zdołała przekabacić już większość na swoją stronę. Na pierwszej stronie swojej książki Zlatan napisał: Niebycie takim jak inni, jest okej. W pełni się z tym zgadzam. Zwłaszcza kiedy mówimy o czasach, w których bycie takim jak inni równa się zgnojeniu osobowości, zniszczeniu wybitności jednostki i zrównaniu wszystkich w jedną, szarą masę, która niczym cegłówki w murze niczym się od siebie nie różni, głosząc te same, nowoczesne i tolerancyjne hasła. Ludzie nie są tacy sami. Ludzie są inni. I chociaż faktem jest, że w pewnej części wszyscy jesteśmy podobni, należy pamiętać, że ta część nigdy nie przewyższy naszej różności.

Postawiłem sobie za cel życia bycie wolnym. Wolność nie oznacza jednak stanu cywilnego, czy też braku przywiązania. Wolność odnosi się do wartości psychicznej, a nie fizycznej. Nie da się jej zmaterializować, wycenić, przyspawać do jakiegoś przedmiotu, czy drugiej osoby. Określa ją wiara we własne przekonania i podążanie własną drogą. Dlatego zamierzam na przekór nowoczesnemu światu przytakiwać na komplementy, trzymać się normalności, nie zmieniać poglądów, zawsze stawać tam gdzie mam aktualnie ochotę, niezależnie, czy ktoś przypnie mi za to łatkę świni, łajdaka, czy chama. Nie robię tego, wbrew powszechnej narracji, na przekór wszystkim. Wręcz przeciwnie. Myślę, że każdy z nas: Ibrahimoviców, Bukowskich i pozostałych, wychodził poza szablony i normy nie po to, by zrobić komuś na złość, ale by żyć w zgodzie z samym sobą. Cenię sobie takich ludzi, cenię samego siebie za podejście do życia i nie zakopywanie talentów, tak jak przykazano w Piśmie Świętym. Może kiedyś ktoś również mnie za to doceni. Zanim jednak to się stanie, wy sami doceniajcie siebie i nie wstydźcie się tego, umiecie i robicie dobrze. Tako rzecze egoista, prostak, samolub i światofob, życząc wam wszystkim, byście kiedyś z podobnym do mojego uśmiechem na ustach usłyszeli takie epitety kierowane w waszą stronę.

Zostawiam was z dobrą muzyką. Jak zwykle.

Ale żeby nie było aż tak smutno, zostawię coś mniej przygnębiającego, jako bonus. Tymczasem uciekam oglądać nową pytę, żeby uzupełnić zapotrzebowanie na mowę nienawiści.

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Współczesny Matrix

  1. O wow. Ten wpis jest tak dobry i taki „w punkt”, że naprawdę nie mam co dodać. A bardzo bym chciała. Bo jakie to banalne gdy napiszę, że „mam podobne przekonania, ale nie umiem tak pięknie ich ubrać w słowa”? Że nie zgadzam się na wszechobecną fałszywą skromność albo epatującą zewsząd pychę? Że nasza tzw. „kultura” tak naprawdę nas nie „ukulturalnia” ale zamyka w ramy? Że rodzi kompleksy? Gdzie ta wolność bycia sobą? Więc może zmiast tego napiszę przewrotnie: nie jedz orzeszków ziemnych bo podobno mają kancerogennego grzyba. A ja chcę Cię czytać.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s