Stare kontra nowe


Na świecie od dawien dawna trwa walka, która nie jest od niczego zależna. Walka wyboru. Niemal każda rozmowa, dyskusja, pogawędka ma gdzieś w tle temat konfliktowy i sporny. Jedni wolą jabłecznik, inni sernik. Jedni lubią piwo, inni wolą wódkę. I tak bez końca — Robert de Niro kontra Al Pacino, psy versus koty… Jeśli jednak jakimś trafem nie jecie ciast, jesteście abstynentami, irytują was amerykańsko-włoscy aktorzy a jedyne zwierzęta, jakie tolerujecie to kury w formie kotletów na niedzielnym obiedzie to jest jedna kategoria, od której nie uciekniecie. Stare versus nowe.

Niedawno byłem na premierze nowych Gwiezdnych Wojen. Ściślej ujmując — na pierwszym seansie, jaki można było wykupić, żeby odebrać spoilerującym radość życia. Muszę przyznać, że do dziś jestem pozytywnie zaskoczony. Idąc na seans byłem przekonany, że Abrams zaserwuje mi coś, co Gordon Ramsay określi mianem penisa bizona. Z góry zakładałem, że kontynuacja słynnej sagi to jedynie skok na łatwą kasę, którą grzecznie przyniosą w ząbkach wierni fani, którzy pomimo wątpliwości i tak wykupią bilety w chwilę po ich wejściu do kas. Czyli tacy jak ja. Już po głównej trylogii, jej prequele spotkały się z krytyką, więc liczyłem się z tym, że sequel również czeka lincz. Tymczasem jednak nowe Star Wars udźwignęło ogromne zadanie i stworzyło coś, co z pewnością może zarazić miłością do międzygalaktycznych potyczek kolejne pokolenia — i bardzo mnie to cieszy. Ta przyjemna niespodzianka podsunęła mi myśl o odwiecznej walce „starości” z „nowością”, tematu poruszanego bardzo często i równie bardzo nieświadomie.

Sam załapałem się na tym, że jestem zwolennikiem staroci. Możliwe, że z przyzwyczajenia, z sentymentu albo po prostu z tęsknoty za nimi. Wolę piłkarzy, którzy już dawno zawiesili buty na kołku. Wolę oglądać filmy, które podbijały świat dwadzieścia lat temu — chociaż to akurat wina tego, że obecnie niewiele jest dzieł kinowych, które warte są uwagi. Wolę też starego rocka i stary rap, obydwa gatunki muzyczne z czasu ich początków i złotej ery, bo wtedy emanował z nich bunt i artyzm. Wydaje mi się, że obecnie wszystko zmierza w złym kierunku. Jestem przeciwnikiem takiego progresu. Wszystko zdaje się takie pospolite i bezpłciowe, wyrażane zupełnie bez emocji, puszczane w świat jedynie w celach komercyjnych. Poza nielicznymi wyjątkami rzecz jasna, jednak kiedyś nie było wyjątkiem trafić na coś, co nas zaciekawi. Teraz jest inaczej. Nowa płyta ACDC nie brzmi już tak jak łagodnie i ostro zarazem jak Back in Black. Z każdą kolejną płytą Public Enemy traci moc, którą zdobywało rynek kilkanaście lat temu. Wraz z upływem czasu nawet magia Mortal Kombat została zniszczona przez udoskonalenia grafiki i grywalności, a Mario na laptopie nie wciąga tak bardzo, jak na Pegasusie.

Czy świat staje się bardziej pospolity, populistyczny? A może to ja, wieczny zrzęda i maruda, mam zawsze zbyt wygórowane oczekiwania wobec wszystkiego? Ciężko mi patrzeć jak wszystko się zmienia, a jednak równocześnie staję się częścią tych zmian, żeby nadążać za uciekającym czasem. Najchętniej zamknąłbym się w pokoju obklejonym plakatami Marco van Bastena, ze wspomnianym Pegasusem, „Sabbath, bloody Sabbath” i wszystkimi odcinkami Dragon Balla na kasetach VHS. Ale nie mogę. Denerwuje mnie to, że musiałem zaprzedać dostęp do moich plików na nowiutkim smartfonie, żeby móc pozostać w kontakcie z tym uciekającym światem. Najchętniej wyrzuciłbym go razem z tym facebook’iem, instagramem i całą resztą badziewnych aplikacji i wrócił do Nokii 3310. Ale nie mogę.

Musimy przystosować się do życia w nowym, fajnym świecie. Tak samo, jak musimy przystosować się do nowości. To zadziwiające, że od lat ludzie wzgardzają tym, co mają z utęsknieniem patrząc w przeszłość. Rozumiecie, to ten stan, kiedy siedzisz w autobusie i czytasz gazetę, a Krystyna za Tobą mówi do Jadzi, że za PRL-u było lepiej. Ludziom zawsze wydaje się, że kiedyś było lepiej. Spójrzcie na wielkich artystów — ilu z nich zostało docenionych dopiero po śmierci? Kiedy żyli, byli traktowani jak powietrze, aż tu nagle, gdy Norwid przez dziesięć lat obcował już jedynie z robakami ktoś stwierdził: o kurwa, geniusz! Dokładnie o to mi chodzi. Dziś traktujemy wszystko to, co mamy jako coś zwykłego, podczas gdy za kilka lat będziemy wspominać z tęsknotą. Ten syndrom jest, a jakże, najbardziej widoczny w sprawach sercowych. Kobieto, miłości moja, Ty jesteś jak piwo. Ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie kto Cię stracił (wypił). Często nie doceniamy naszych kobiet. Często myślimy, że zdobyliśmy wszystkie szczyty w Himalajach, kiedy już jest przy nas w zimną grudniową noc. Dopiero gdy jej zabraknie zdajemy sobie sprawę, że była to dopiero pierwsza baza w baseballu — jeśli nie zdobędziemy kolejnych to na końcu nic nie zyskamy.

Kiedy już stracimy kolejną miłość naszego życia i zostawimy pensję w lokalnym barze, tudzież sklepie monopolowym, zaczynamy powoli rozglądać się za następną. Kiedy już szukasz nowej to porównujesz ją do starej, chcesz by była podobna do starej, bo za taką tęsknisz. Old versus new. Again. Człowiek jest jednak tak zaprogramowany, że zawsze porówna stare do nowego. Nie wiem jak wy, ale ja mam swoje przyzwyczajenia, których nie chcę zmieniać na nowe. Nie zmieniam fryzjera, lekarzy, piwa, które piję i ludzi, z którymi się spotykam. Nie lubię nowego, nie lubię procesu znajdującego się pomiędzy poznaniem czegoś (kogoś) a przyzwyczajeniem się do tego (kogoś). Chociaż rzadko się przyznaję do takich rzeczy — trochę się tego boję. Na przestrzeni lat moje zaufanie do wielu osób i spraw zostało mocno nadwyrężone i nie chcę ryzykować zawodu, chociaż wiem, że obracanie się tylko wśród „staroci” to błąd. Stojąc u progu nowego roku życzę wam, żeby był lepszy niż ten stary, nawet jeśli stary był pod każdym względem idealny. Nie tęsknijcie za nim, cieszcie się nowością. A sobie życzę częstszego ryzykowania. Może i mnie czeka jakaś niespodzianka równie pozytywna co nowa odsłona Gwiezdnym Wojen. Najpierw jednak muszę kupić bilet na „seans„.

Dzisiaj wyjątkowo utwór niezbyt tematyczny. Bo mi się podoba. Wokalistka albo piosenka, whatever. Enjoy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s