O obrotach ciał pijanych


Uprzedzę na początku, żeby nie było niedomówień. Nie jestem zagorzałym chrześcijaninem. Mimo to wielką radość sprawia mi pewien okres w roku, który kojarzony jest stricte z zagorzałymi wiernymi. Adwent. Możecie stwierdzić, że tylko świr może cieszyć się z adwentu, w którym na dodatek nie uczestnicy. Są różne powody do radości w grudniu — dobrze schłodzone piwo, lukrowane pierniczki na choince, „Last Christmans” co godzinę (lub przez godzinę) w każdej rozgłośni radiowej, a ten psychol najbardziej cieszy się z adwentu. Dlaczego? Śpieszę z wyjaśnieniem.

Bynajmniej nie przez wyrzuty sumienia z powodu bycia złym katolikiem i możliwość odpokutowania win zapieprzając z lampionem do najbliższego kościoła. Bynajmniej nie dlatego, że starszy gość w garniturze, ze świecącą łysiną na głowie, pozwala spóźniać się do pracy w zamian za okazanie podbitego przez księdza proboszcza kalendarzyka adwentowego. Uwielbiam adwent, bo… nie cierpię dyskotek. Moja niechęć do parkietu i wiszącej nad nim srebrnej kuli, która odbija kolorowe światła reflektorów, szczęśliwie łączy się z niechęcią do parkietu i wiszącej nad nim srebrnej kuli, która odbija kolorowe światła reflektorów, osoby odpowiedzialnej za zamknięcie dyskotek na czas wielkiego oczekiwania, tj. adwentu i wielkiego postu. Kluby łączą w sobie dwie rzeczy, których nienawidzę: tandetną muzykę disco polo (tudzież techno ze wszystkimi jego odmianami) i niedobre, rozcieńczone piwo. W tym miejscu zapewne rozumiecie już, dlaczego uwielbiam bary i knajpy — bo nie mają tam tandetnej muzyki a piwo, jest dobre i nierozcieńczone. Jakby tego było mało, w XXI wieku kluby stały się istną świątynią rozpusty. Odnoszę wrażenie, że część z nich to po prostu młodzieżowe burdele. Kiedy porównam opowieści ojca o potańcówkach w remizie (nie jestem w stanie wyobrazić sobie jego „moves like Jagger” w rytm hitów Modern Talking, ale wcale z tego powodu nie ubolewam) z opowieściami kumpli o imprezach w klubach mogę jedynie wyciągnąć smutny, oczywisty wniosek — świat zmierza w złym kierunku i nie da się już tego zatrzymać. Nie potrafiłbym odnaleźć się w tym klimacie. Setki pijanych ciał potrząsających wszystkim, co mają do piosenek Akcentu i utworów Arminów van Buurenów, którzy brutalnie zgwałcili muzykę elektroniczną, jaką znam z płyt Jeana Michel Jarre’a, Vangelisa, czy Marka Bilińskiego. Nie, zdecydowanie nie widzę tam siebie. Być może dlatego, że gardzę wytworami masowej popkultury, być może dlatego, że wychowałem się na domówkach.

Trudno jest pić, kiedy się tańczy. I trudno jest tańczyć, gdy się pije. – Charles Bukowski.

Domówki — to dopiero są imprezy! Jako chłopak spoza miasta większość czasu spędzałem wśród znajomych zebranych w domu kolegi, na ogniskach i popijawach w opuszczonej letniej chatce. Tam wszystko było idealne (może oprócz momentów, w których ktoś włączał disco polo). Niezapomniane lub zapomniane, ale opowiedziane przez naocznych świadków, wspomnienia, mocna głowa, kieszonkowe wydane na kilka najtańszych piw. Wiele z tych rzeczy mogłoby mnie ominąć, gdybym pół młodości spędził w klubie — współczuję wam, dzisiejsza młodzieży, że nie zaznacie walorów zabawy przy tanim winie gdzieś pośrodku pola. Domówki nauczyły mnie jak pić, żeby trafić spacerkiem do domu i nie zarzygać sobie pościeli, jak tańczyć, żeby nie zapłacić za rozbite meble i szklanki, oraz jak zostać duszą towarzystwa pomimo ogólnej niechęci do ludzkości i nieokiełznanego temperamentu. Ostatnio mój kumpel marudził, że nic o nim nie piszę, nasuwa się dobra okazja Kuba. Gdybyśmy chodzili do klubu, a nie na domówki nie mógłbym puścić na Twoim weselu nagrania ze specyficznego konkursu „karaoke”, na którym zaliczyłeś występ życia. Myślę, że gdy będę już stary i lekarz zabroni mi picia piwa na skrzynki najbardziej będę żałował, że nigdy więcej nie zatańczę na stole śpiewając rosyjskie pieśni ludowe. Nie można dorobić się tak barwnych historii w CV pijąc wodno-piwny roztwór za sześć złotych, gdy uszy rozrywa Ci odgłos pracującej na pełnych obrotach wiertarki. Kiedyś zapytałem znajomego ze szkoły:
– Hej, stary, po co Ty tak właściwie chodzisz do tych klubów? Przecież nie lubisz tej muzyki.
– Stary, no jak to po co. Na dupy.
Faktycznie, dla cycków można się aż tak poświęcić, jeśli nie ma się wyobraźni i pomysłu, żeby wkręcać się na zamknięte imprezy do nieznajomych ludzi. Jako człowiek na bieżąco śledzący internet nie umknął mi filmik (chyba już słynny) z młodymi niewiastami, które spotkały sławnych czarnoskórych muzyków — i było to spotkanie bardzo bliskiego stopnia. Kluby zawsze kojarzą mi się z nastolatkami szukającymi przygód. Jest to zapewne niesprawiedliwy osąd dla tysięcy kobiet, które co weekend chodzą na dyskoteki w celu dobrej zabawy, ale nic już na to nie poradzę. Co weekend tysiące kibiców chodzą na mecze, żeby obejrzeć swoją ulubioną drużynę, a i tak mówi się tylko o tych, którzy dadzą sobie po mordzie albo wyrwą kilka krzesełek. To samo jest z kobietami. Więcej plotkuje się o kurwach niż o damach. A większość stanowi o opinii. Demokracja, moi kochani.

Na szczęście jest adwent, w którym te bardziej pobożne dziewczyny oczekują świąt Bożego Narodzenia, a te mniej pobożne dają odpocząć swojemu ciału przed kolejnym sezonem clubbingu. Urlop. Swoją drogą lubię okres oczekiwania. Czekanie buduje emocje — czekanie na piątek, czekanie na nową część Gwiezdnych Wojen. Na końcu zawsze jest coś pięknego, coś upragnionego, czego nie mogliśmy mieć przez cały ten okres. Może dlatego wymyślono adwent i wielki post? Żeby zbudować atmosferę świąt poprzez oczekiwanie? A może tylko dlatego, żeby taki Zbyszek i Marek mogli w końcu uchlać się jak świnie nie słuchając marudzenia żony o tym, że w post się nie imprezuje i mieć z tego podwójną radość. Nie wiem, ale też muszę zacząć go obchodzić. Mojej wątrobie, tak samo, jak pewnym częściom ciała klubowych dziewczyn, też przyda się urlop.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s